Był taki kawałek mazurskiej wody, który kiedyś uwielbiałem. Moi rówieśnicy zapewne pamiętają ten fragment Bełdan... Między Zatoką Wygryńską, a Kamieniem, a także po przeciwniej stronie tego wąskiego jeziora, posadowiło się kilka ośrodków wczasowych. Niektóre były sezonowe, niektóre oferowały gościnę przez cały rok. Łowiono tutaj ryby jak się patrzy, ale szczególną estymą cieszyły się szczupakowe eldorada, jakie odkrywało się na okolicznych górkach - na tej koło Piask, na tej naprzeciwko Polany Grochówka oraz na sławnej na całą Polskę, rozległej górce za Mysią Wyspą.

Szczupaki bełdańskie nigdy nie dały się przekonać do sztucznych przynęt, ale zwolennicy żywca wracali z porannych i wieczornych wypraw - bywało - z codziennymi kompletami. Jezioro zdało się nie do przełowienia.

Szlag trafił je wraz ze zmianą ustroju. I to wcale nie dlatego, że źli dzierżawcy i paskudni kłusownicy wybobrowali je do spodu. Winę za to ponosi bogacenie się społeczeństwa i atrofia (zanik) mózgu u miejscowych decydentów. Wąskie Bełdany nie zostały objęte strefą ciszy - co jest kompletnie niezrozumiałe, gdy weźmie się pod uwagę jego kiszkowaty kształt.

Od roku 1990. na jeziorze, zamiast żaglówek i pyrkających na "moskwach" i "wietierokach" motoróweczek, pojawiły się łodzie o niesamowitej mocy, wzbudzające taką falę, że wyrywała trzciny z korzeniami. W ciągu kilku lat z nieosłoniętej tafli zniknęły pola grzybieni i grążeli. Największą jednak stratę falowanie spowodowało na tych fantastycznych górkach szczupakowo-węgorzowych. Wyrwało przeogromne, zielone łąki rogatka, wśród których kręciła się drobnica i wśród których mościły sobie czatownię przepiękne szczupaki. Nad tymi łąkami pływały miliony stynek - one lubią dobrze natlenioną wodę, poza tym wysokie zarośla rogatka łagodziły naturalne falowanie, którego stynka nie toleruje.

Szaleństwo!

Po dziesięcioleciu rogatek na Bełdanach spotyka się wyłącznie w głębi zatok i na przesmykach przy wyspach. Jezioro zmętniało jeszcze bardziej. Zniknęły niemal całkowicie ławice stynek. Górki porasta cieniutką warstwą wodny mech, wśród którego uganiają się okonki wielkości kciuka - na dobrą sprawę nie wiadomo za czym.

Jeśli ktokolwiek ma ochotę tam pojechać - niech sobie odpuści. To już naprawdę jest woda do dupy. Tylko zimą pozostają jeszcze jakiś szanse. Koniec tekstu!

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Podzielam Pana opinie na temat tego pięknego jeziora.
Byłem tam niestety , już tylko przejazdem 2 lata temu .
Zastałem obraz nędzy i rozpaczy.
Zostały już tylko same wspomnienia o rybach i ciszy.(Spedzałem na Bełdanach każde lato w latach 70-tych i 80-tych> Pozdrawiam. :cry
Po części się zgodzę z kolegą, że Bełdany nie obdarzą nas szczupakiem tak jak kiedyś. I zgodze się, że główną winą są motorowodniacy. Ale nie zgodze się, że jest to jezioro bezrybne. Zmętnienie wody spowodowało, że doskonałe warunki rozwoju znalazł sandacz. Łapane sandacze czasem mają powyżej metra-sam widziałem kilka takich. Nie sa zgłaszane, gdyż łowcy nie pragną rozgłosu ani zbyt wielkiej konkurencji. Pozdrawiam!