Przypomnę, że jesienią rzucając spinningiem zahaczyłem sieć, której sam nie mogłem podciągnąć i zniszczyć. Zadzwoniłem na telefon komórkowy strażnika PSR z Przemyśla. Nie miałem numeru do Rzeszowa, a to jest ich woda. Nie wierzyłem za bardzo w to, że ktoś się tym zainteresuje. A jednak. Oddzwoniono mi, żebym poczekał. Po około pięciu minutach dzwoni pan Ostrowski - komendant SSR z Łańcuta. Daję mu namiar na sieć, polecam wziąć linkę z kotwicą. Za dwadzieścia minut jest. Schodzimy nad wodę.

Rzucam kotwicę, a on obserwuje, czy właściciele sieci nie zachodzą nas gdzieś od tyłu. Dzwoni jeszcze na posterunek policji, przyjeżdża komendant (zapomniałem nazwiska). Ściągam sieć z trudem, stoi wzdłuż kamiennej opaski, ma około 20 m. długości i 1,2 m. wysokości. W sieci szamoce się niewielka brzana. Wypinam ją delikatnie i wypuszczam. Odpływa nieco tylko obtarta na bokach.

Wiem, że można było zostawić sieć i zaczaić sie na kłusoli, żeby ich zdybać na gorącym uczynku. Jednak cieszę się i tym, że sieć została zniszczona. Tak więc zachęcam do wszelkich działań, które mogą doprowadzić do choćby niewielkiego zmniejszenia kradzieży ryb z NASZEJ bądź co bądź wody.

Zachęca
cif

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy