Woda tutaj spokojna, cieplejsza niż rozhukany sztormami Bałtyk. A i obfitość pożywienia zapewniona. Dla zawodowych rybaków zima to – mimo niesprzyjającej pogody – okres wytężonej pracy i szansa na pełne sieci. Dla ryb chroniących się w porcie ruch oznacza pożywienie, w dodatku podane jak na tacy: do wody wędrują resztki rybiego mięsa, dorszowe patrochy, śledziowe skórki. Przy kutrach i nabrzeżach wyładowczych gromadzą się flądry, okonie, sandacze.

Przewodnik dla wędkarzyO ile latem w basenach portowych świetnie się sprawdza metoda spławikowa, o tyle w przejmujących porywach wiatru, często na mrozie, lepiej stosować specjalistyczną przystawkę morską. Może to być każde wędzisko o niezbyt sztywnej akcji, o długości pozwalającej na skokowe ściąganie przynęty. Ze względu na doskonałą sygnalizację brań polecane jest wędzisko typu winkelpicker (drgająca szczytówka) z wykorzystaniem najtwardszego tipu.

Zestaw jest stosunkowo prosty, z długim (nawet do 15 cm), smukłym obciążeniem końcowym na krętliku. Owa „podłużność” doskonale zapobiega uwięźnięciu zestawu w zaczepach, które w rybackich przystaniach trudno zliczyć. Na żyłce głównej (ok. 0,25 mm) umieszczamy dwa lub trzy cieńsze troki boczne uzbrojone w złociste haki nr 8, o krótkim trzonie. Więcej przyponów powoduje częste, nieprzyjemne podczas chłodów splątania zestawu. Do łowienia w porcie, z plaży, z molo czy pomostu trzy troki boczne to aż nadto. Najkrótszy (ok. 25 cm) jest troczek najbardziej zbliżony do ciężarka końcowego. Nieco dłuższe są dwa kolejne. Niektórzy wędkarze polecają zaciśnięcie na każdym przyponie półgramowej śruciny utrzymującej przynętę bliżej dna i zapobiegającej poplątaniu zestawu.

Stosujemy najprostszą przynętę – maleńkie fileciki rybne. Zasadą jest wycinanie fragmentów skóry rybiej (ze śledzi, szprota) z brzucha lub z boków martwych rybek. Według portowych specjalistów, fileciki powinny być możliwie jasne i „furkotliwe” – miękkie, powiewające, twisterowate... Niektórzy stosują kombinację: filet, pęczek czerwonych robaczków, dendrobena.

Technika połowu jest stosunkowo prosta – zestaw posyła się w głąb portowego basenu, przyhamowując żyłkę w końcowej fazie lotu, tak by ciężarek wyprostował linkę główną. Pozwala się przynęcie opaść na dno, napręża żyłkę i odczekuje chwilkę. Niektórzy kładą wędzisko na pirsie i wyczekują nawet przez kilka minut, inni, nie wypuszczając kija z ręki, ściągają zestaw co kilka, kilkanaście sekund, ponieważ tajemnicą sukcesu tej metody jest skokowe ściąganie zestawu.

Ściąga się o metr, półtora – najlepiej podnosząc szczytówkę do góry lub przesuwając ją na bok. Nie traci się kontaktu z przynętą – zarówno flądry, jak i okonie bardzo często biją w filet lub robaka właśnie podczas przesuwania się zestawu. Szczególnie na początku i końcu skoku. Z rzadka przynęta atakowana jest także przez sandacza, a nawet przez portowego szczupaka.

Stałe napięcie żyłki umożliwiające wyczucie (lub dostrzeżenie na „pikerku”) pobicia jest istotne w przypadku brania przedstawicielki któregoś z bałtyckich gatunków płastug. Ryby te – mimo pozornej niezgrabności – są zawziętymi drapieżnikami. Mniejsze polują na wodne bezkręgowce, dorodniejsze atakują drobne rybki. Przysmakiem fląder jest garnela – skorupiak przypominający krewetkę. Zimą bardzo trudno go zdobyć. Niektórzy zbroją wędki rozmrożonymi krewetkami kupowanymi w delikatesach. Są ponoć niezwykle skuteczne, chociaż chyba zbyt drogie.

Port we Władysławowie

Branie flądry różni się od gwałtownego ataku okonia. Ryba uderza w przynętę półgębkiem, ostrożnie. Rezygnuje natychmiast, jeśli wyczuje podejrzany opór przynęty, jej nienaturalne zachowanie. Zacinać należy więc z refleksem, dość ostrym, choć płynnym ruchem. Flądra, nawet mizernych rozmiarów, stawia znaczny opór, jednak oderwana od dna, słabnie bardzo szybko.

Interesujący wydaje się połów płastug metodą spinningową. Atakują one bardzo powoli prowadzone małe twisterki, a także ripperki umieszczone przy dnie. Nie pogardzą również białym, głęboko schodzącym, miniaturowym woblerem. Firma Rebel, amerykański potentat w produkcji sztucznych przynęt, wypuściła przed kilku laty na rynek plastikowe woblerki o kształcie krewetki. Okazały się skuteczne w polskich portach rybackich. Koledzy z Gdańska chwalą też sobie najmniejsze jugolki wzbudzające zainteresowanie okoni oraz płastug.

Zezwolenie można wykupić w bosmanacie portu

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy