W minioną sobotę miałem wolną chwilę po południu. Postanowiłem więc połączyć długi spacer z psem z fotoreportażem znad jeziorka.

Po kilku minutach szybkiego marszu jesteśmy na miejscu. Jeszcze po drodze napotykam resztki starego drzewa. Motyw trochę westernowy, trochę falliczny, a na pewno godny uwiecznienia na karcie aparatu.

Kilkanaście metrów dalej zaczyna się podmokły brzeg zbiornika. Dostępu do tafli bronią zalane wodą trawy. Odnajduję jednak położone tu już deski i bardziej suche fragmenty gruntu. W końcu mam dogodny widok na taflę jeziorka.

Jak dla mnie jest tutaj uroczo. A w zasadzie mogłoby być, gdyby nie śmieci np. stara opona, czy jakiejś torba. Za to czuję znajomy zapach błocka i szuwarów. Już wiem. Pamiętam go z dzieciństwa właśnie z wypraw nad takie małe podmiejskie jeziorka. Szczerze mówiąc jakoś ostatnio rzadko mi jest dane się nim nacieszyć, bo z braku czasu najczęściej jeżdżę nad pobliską, uregulowaną Wisłę. Wchodzę na rozwalający się pomost, obok którego znajduję pudełko po robakach. Nie mam wątpliwości, że muszą być tutaj jakieś ryby.

Rufus szaleje w błocie i szuwarach. Ma już łapy do połowy ubabrane w mule. Zaczynam się zastanawiać jak wpuszczę go do domu. W końcu którąś z kolei komendą „leżeć” udaje mi się zmusić, go, by trochę poleżał w jednym miejscu.

Nareszcie mogę spokojnie rozejrzeć się po okolicy, popatrzeć na wodę. Na tafli jeziora nie brakuje jego urokliwych mieszkańców

Idziemy dalej. Zdaję sobie sprawę, że pozostałości trzcin po których teraz idę, to dawne dno jeziorka. No cóż, wody w zbiorniczku coraz mniej. Obchodzę go od drugiej strony. Tutaj też znajduję mały pomościk, ale bez kaloszy nie dam rady do niego dotrzeć.

Ta część jeziorka jest mniej dostępna i bardziej dzika. Myślę, że właśnie tutaj można by spróbować lekkiej, karasiowej spławikówki. Jednak brzeg jest za trudny, by połowić pełnym zestawem. Konieczny będzie kij z kołowrotkiem.

Już wiem, że w tygodniu wpadnę tu po pracy na godzinkę, albo dwie. Sprawdzę, co jest w tej wodzie. Może pomysł łowienia tutaj wydaje się mało poważny, ale mając choćby najmniejszą wodę pod nosem, nie odmówiłbym sobie jej poznania. W porównaniu z Wisłą w centrum Warszawy ryby tutaj żadne. Jednak jeziorku nie brak uroku, odgłosy miasta gdzieś tutaj giną, a ptaków, żab i zieleni jest dosłownie pełno. A najlepiej poczekam do weekendu. Wtedy przyjdę przed świtem. W tej zieleni i wśród ptaków naprawdę musi być tutaj przepięknie.

Paweł Daniec *Anguiler*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Takie miejsca powinny byc szczególnie chronione - niczym drogocenne perełki.. Takie tereny W sercu wielkiego miasta to przeciez skarb. A my dewastujemy, niszczymy, zabudowywujemy.. Echhhhh.....
Dobrze rozpoznaję? To na tyłach onkologii?

Po praskiej stronie sporo jest takich perełek. Niestety - wszystkie zaniedbane. A niektóre w dodatku skłusowane (np. przy EC Kawęczyn).
Zadziwiające, jak piękne ryby w takich oczkach pomieszkują. Widziałem już lina 3,60 i niewiele mniejszego karasia, wyjęte z półhektarowego bajorka. A i sam wyjąłem stamtąd sporo ponadkilogramowych linów.
Uważaj na siebie, bo w imprezkach nad takimi jeziorkami lubują sie Osiedlowi Miłośnicy Odzieży Sportowej :grin
zupełnie jakbym był nad \"moim\" stawem :) Tylko u mnie więcej drzew i bardziej jakby \"dziko\". A jakie rybyyyy
Zgadza się! To w okolicach onkologii. Tyle, że nie na tyłach, bo to co widać, to raczej frontowa ściana.

W kilogramowe liny w tym oczku szczerze mówiąc nie wierzę, bo każdej zimy zamarza do dna. Ale w liczne i nawet przyzwoite karaisie - jak najbardziej!!
To jest teren który pownien być chroniony.Jakiś czas temu czytałem w jednej z lokalnych gazetek,że ten teren w niejasnych okolicznościach został dopuszczony przez jakiegoś \"idiotę\" pod zabudowę.
Podobnie jest z pasem otaczajacym Las Kabacki.