A po drugie: ucierpiałyby na tym interesy zarówno firm handlujących sprzętem jak i reklamobiorców, zachwalających tylko zalety towaru, a interesy wszyscy stawiają na pierwszym miejscu! I po trzecie: kto by takie niezależne i uczciwe testy sponsorował?! PZW?!! Autor artykułu postanowił więc, na podstawie swojego i innych doświadczenia skupić naszą uwagę tylko na tych punktach, które są istotne i decydujące o jakości każdego kołowrotka. Więc kupujmy "z głową", jak to przewrotnie zalecają reklamy, ale bez skrupułów zaglądajmy w karty!

Kabłąk i rolka

Praktycznie 100% kołowrotków posiada metalowe kabłąki. W tych dopracowanych konstrukcyjnie posiadają one kształt zapewniający gładkie i bez zapętleń zsuwanie się linki wprost na rolkę układającą. To, że musi być ona stale ruchoma, bez żadnych zacięć i zahamowań, o co przy dużych, na ogół, zanieczyszczeniach naszych wód wcale nie trudno - wszyscy wiemy. Ale jestem gotów założyć się o swój najlepszy sprzęt, że większość z nas zupełnie o tym zapomina i dziwi się, że "nasza niedawno założona żyłka coś za szybko się zniszczyła" i "z tym mechanizmem zapobiegającym nadmiernemu skręcaniu się żyłki, to zupełna lipa". I pamiętajmy, że im większa średnica tej rolki, tym lepiej.

Bardzo istotna jest twardość i gładkość tego elementu, więc w klasowych kołowrotkach jest ona pokrywana azotkiem tytanu. Także powinniśmy zwracać uwagę na wzajemne ustawienie rolki układającej w stosunku do szpuli, ponieważ ma to kapitalne znaczenie dla precyzji układania linki i problemów z jej skręcaniem przy tej okazji... Po prostu, im mniejsza odległość między tymi elementami konstrukcji, tym lepiej one ze sobą współpracują i skręcanie linki z tego powodu jest znacznie mniejsze.

Mechanizmy składające się na pracę rolki, których zadaniem jest redukcja skręcania linki, maja bardzo różną efektywność, przede wszystkim z powodu nieprawidłowej eksploatacji. Ale na pewno ich działanie jest znacznie mniejsze niż w reklamowych zapowiedziach i nie możemy liczyć, że zadziałają one za nas w przypadkach, gdy zastosujemy przynęty skręcające linkę. Podobnie zdarzy się, jeśli wyregulujemy sprzęgło, (hamulec) na niewłaściwym, za niskim poziomie i będzie ono działało przy niewielkich oporach. Świadczy to o braku wędkarskiego doświadczenia, a czasem rozsądku.

Mechanizmy te działają efektywnie w niewielkim zakresie, ponieważ ich zadaniem jest zmniejszanie naprężeń linki i zapobieganie zmianom profilu żyłki czy linki. Jako, że zawsze jest "coś za coś", może to powodować nieco większe zużycie linki, a szczególnie sztywniejszej żyłki, która również z racji swej sprężystości ulega w mniejszym stopniu skręcaniu aniżeli miękka żyłka lub plecionka. Generalnie - skręcanie zawdzięczamy w największym stopniu przynętom, które wpadają w ruch wirowy. Będą to przede wszystkim źle skonstruowane i wykonane błystki wirowe i obrotowe oraz niektóre wahadłówki, szczególnie te o zbyt symetrycznej (względem linki) budowie. I niewiele pomagają w tych przypadkach, zazwyczaj montowane przed przynętą ekscentryczne obciążenia, ani nawet krętliki bardzo dobrze działające (duża rzadkość!).

Na drugim miejscu sklasyfikowałbym - jeśli chodzi o skręcanie - fakt "oddawania" linki przy zamkniętym kabłąku, czyli wtedy, kiedy sprzęgło działa aktywnie. Ta sytuacja powinna mieć miejsce jedynie w bardzo krytycznych momentach, czyli przy holowaniu dużej i ostro walczącej ryby i to jedynie, gdy grozi to zerwaniem przyponu. Działanie sprzęgła z innych powodów jest bez sensu, chociaż wielu wędkarzy "rajcujea" i to bardzo, charakterystyczny "skrzek" hamulca dostarczający emocji.

Faktem jest, że podczas łowienia bardzo cienkimi linkami i np. kołowrotkiem z głęboką szpulą lub niesprawną rolką prowadzącą żyłkę, ustawianie właściwego poziomu siły sprzęgła może być kłopotliwe. Dlatego zazwyczaj ustawia się je znacznie mniej racjonalnie czyli nawet na 50 % wytrzymałości, a linka wówczas się coraz bardziej skręca. I wtedy pozostaje tylko wymiana linki na nową i znów nową, i tak, co jakiś (krótki) czas. Taka sytuacja może zrównoważonego, a nawet flegmatycznego wędkarza doprowadzić do szewskiej pasji, a utrata okazałej ryby jest prawie pewna.

Hamulec

W zasadzie występują dwa rodzaje mechanizmu (hamulca) pozwalającego na obroty szpuli, mimo że ten typ kołowrotka nazywamy "kołowrotkiem o stałej szpuli". Hamulec przedni jest umieszczony na frontowej stronie szpuli, a tylny na końcu obudowy, czyli w znacznej odległości od szpuli. Takie umiejscowienie ma określone konsekwencje dla budowy i działania tego bardzo potrzebnego mechanizmu, chociaż logika nakazuje używać go najrzadziej, jak tylko można. Zapewnić to może tylko optymalny dobór wszystkich elementów zestawu, a hamulec powinien działać bardzo precyzyjnie jedynie w ekstremalnych, krytycznych momentach.

Hamulec przedni umiejscowiony na szpuli posiada szerokie pokrętło, umożliwiające bardzo dokładną regulację poziomu siły sprzęgania, poruszając się na bardzo drobnym, ale szerokim gwincie. Wszystkie najdroższe, nowoczesne, a więc bardzo zaawansowane technicznie kołowrotki posiadają właśnie taki typ hamulca. Szeroki zakres hamowania szpuli, znacznie większy niż przy hamulcu tylnym, praktycznie nie potrzebuje w czasie holowania ryby żadnej dodatkowej regulacji, ani ręcznej, ani automatycznej w postaci tzw. "hamulca walki".

Natomiast hamulec tylny posiada znacznie skromniejszy zakres regulacji i jest on mniej dokładny, chociażby ze względu na to, że jego działanie rozkłada się na całej osi wzdłużnej kołowrotka. To też, aby zrównoważyć tę trudność, dodatkowo bywa montowany tzw. hamulec walki, obniżający (lub podwyższający) poziom siły sprzęgania o około 50% i to w każdej pozycji pokrętła. Taki mechanizm hamulca nie występuje wśród najlepszych i najnowocześniejszych kołowrotków. Także ujemną konsekwencją tego typu hamulca jest fakt, że kołowrotki weń wyposażone mają z reguły wyższe szpule, a co za tym idzie warstwa nawiniętej linki jest znacznie grubsza i ujemnie wpływa na precyzję nawijania, a w rezultacie na długość i celność rzutów.

Podsumowanie

Podsumowanie jest proste. Dla spinningisty optymalnym kołowrotkiem ze stałą szpulą będzie model z przednim hamulcem i w metalowej obudowie. Tryby, rotor i szpula również powinny być metalowe. Powinien on posiadać kabłąk o opływowym kształcie z dużą, pokrytą azotkiem tytanu rolką prowadzącą linkę, niekoniecznie z mechanizmem antyskręceniowym. Szpula powinna być szeroka i niezbyt wysoka, ponieważ wymusiłoby to zbyt duże przełożenie napędu rotora, a w konsekwencji osłabiło jego tryby.

Rolka prowadząca powinna znajdować się możliwie najbliżej miejsca na szpuli, w którym układa linkę. Zaś dobre wyważenie dynamiczne musi zapewnić absolutny brak tzw. "bicia", nawet w czasie szybkiej pracy kołowrotka. Natomiast wysokość sztywnej, metalowej stopki powinno współgrać z wysokością przelotek wędziska. Stąd logiczny wniosek, że stosowanie dużych kołowrotków do wędzisk o niewielkiej masie przynęt jest dużym błędem.

Jeśli zdecydujemy się na wyraźne odstępstwo od wymienionych w tym tekście zasad oceny przydatności kołowrotka dla metody spinningowej, to powinniśmy zdawać sobie sprawę, że konsekwencją będą utrudnienia w trakcie łowienia. Będziemy musieli to okupić bądź własną przemyślnością w próbach unikania skręcenia linek, bądź to nazbyt częstymi ich wymianami. Jednym słowem komfort łowienia będzie mniejszy, a eksploatacja może przysporzyć nam zbędnych problemów i kosztów.

W tym tekście prawie nie wspomniałem o bardzo ważnych sprawach związanych z eksploatacją i konserwacją dość skomplikowanego urządzenia technicznego, jakim jest nowoczesny kołowrotek spinningowy o stałej szpuli. Ale to dość obszerny temat i zindywidualizowany do konkretnych modeli. Zresztą większość wędkarzy nie lubi zajmować się tak przyziemnymi - w ich mniemaniu - problemami.

Ja również wolę łowić i korzystam z wyspecjalizowanych usług konserwatora, chociaż o znającego swój fach trudniej, niż o najlepsze kołowrotki. A o eksploatacji na poważnie można poczytać w dobrych poradnikach wędkarskich. Niestety, nie po polsku, albowiem jedynie Leopold Bajor 31 lat temu opisał ten temat i to z sensem. Jego opracowanie w formie skryptu wydano tylko do użytku służbowego (handlowców) i to w "imponującym" nakładzie aż 300 egzemplarzy!

Koniec * JMK

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Z całym szacunkiem i mimo że wiele cennych podpowiedzi - spodziewałem się o wiele więcej informacji w \"części użytkowej\". Osobliwie, że skryptu Bajora nikt z koleżeństwa nie przeczyta.
Ja też mam uczucie niedosytu, ale autor odżegnuje się od recenzowania kołowrotków z aktualnej oferty handlowej. Powód? Wiadomy dla większości czytelników. Skrypt Bajora i Strogulskiego posiadam. Zawiera bardzo rzeczowe omówienie i uwagi szerszej natury, ale merytorycznie odnoszące się do sprzętu, będącego w handlu w latach siedemdziesiątych. HJ
Mam prośbę Hiljocie. :grin Może jednak pokusisz się o analizę tego skryptu i zamieścisz krótkie streszczenie właśnie o konserwacji kołowrotków. Jest to faktycznie przyziemna sprawa ale myslę, że niewielu z nas wie jak prawidłowo powinno się to robić. :P Pozdrawiam.
I ja czuje pewien nie dosyt... saga o wędkach była w mojej opinii zdecydowanie lepsza
Zwiezle i malo!
No trudno...
Tekst niewatpliwie wyjasnia wiele kwestii i zwraca uwage na rzeczy najwazniejsze. Troche szkoda, ze brak blizszego omowienia kolowrotkow wyznaczajacych dzisiejsze standarty.
Precyzja i niezawodność hamulca w kołowrotku absolutnie nie musi wiązać się z jego umiejscowieniem.Znam kołowotki [wcale nie z najwyższej półki]ze znakomitym tylnym hamulcem.
Wosiek, podaj nazwy. Ja w życiu nie spotkałem kołowrotka z tylnym hamulcem, który byłby równie precyzyjny jak te z przodu, a przerzuciłem wiele młynków. Chętnie poznam takie.
Stary dobry Quick Finessa. Mam taki kupiony w 1997 roku i zaręczam, że ma idealny hamulec.
Wstawiaj, proszę tytuł w czerwone pole formularza...
Ten Quick to naprawdę znakomity kołowrotek, co nie zmienia faktu, że mamy odmienne oczekiwania wobec hamulców.
Pozdrawiam serdecznie, pozostając przy swoim zdaniu, które tym razem jest zbieżne z Markowym.
Znowu będę odszczepieńcem, bo mi się te artykuły o kołowrotkach podobały. Wyraźnie adresowane do żółtodziobów, a nie do starych wyjadaczy. Przystępne, jasne, w wyrazisty sposób prezentujące opinię Autora: ma być metalowo, szeroko i z przednim hamulcem.

Przygnębiająca jest natomiast konstatacja, że nie ma już firm godnych zaufania, że cena nie świadczy o jakości. Spostrzeżenie Autora jest smutne, ale moim zdaniem prawdziwe. Jak powinniśmy sobie w tym wypadku radzić? Uważam, że należy pisać jak najwięcej pogłębionych recenzji i na ich kanwie dyskutować. Recenzje są mniej ulotne niż wypowiedzi na forum, zwykle też ich autorzy bardziej się do nich przykładają, niż do pisania postów.
Świetny artykół , dla mnie odwiecznym problemem był dobór odpowiedniego kołowrotka , z racji finansowej.Wędkuje metodą spławikową na dużych głębokościach . W zesszłym roku przed sezonem zakupiłem kołowrotek SHIMANO ALIVIO 2500 i muszę powiedzieć ,że zdał egzamin - nie skręca żyłki , posiada stosunkowo precyzyjny hamulec ( tylni)
Przedtem urzywałem tanich modeli Robinson , który doprowadzał mnie do furi.
Ostatnio otrzymałem w prezeńcie kołowrotek moich mażeń MITCHELL FULL CONTROL SPEICMEN 400 z HAMULCEM WALKI, Jest duży , ale zarazem bardzo dokładnie nawija żyłkę i posiada bardzo dobry hamulec , hamulec walki jest bardzo dobrze zaprojektowany w formie dzwigni pod blankiem.Używam go do łowienia na żywca-rewelacja .-rewelacja.Wrcając do SHIMANO ALIVIO wspomne ,że pracował w dość trudnych warunkach w upale , deszczu i pomagał mi wyciągać spore 32cm płocie z 12-14m. prawdopodobnie jego kariera jako kołowrotka spiningowego była by krótka , ale na spławik polecam.
Przepraszm za błąd w słówie artykuł