Rzadko informuję o wydawnictwach beletrystycznych zawierających wątki wędkarskie. Musi być w treści książek dostatecznie dużo o wędkowaniu, abym poświęcił im więcej uwagi. Ale ponieważ nazwisko autora dwóch kolejnych książek poświęconych naszej namiętności znam z artykułów publikowanych w wędkarskiej prasie, zamówiłem w wydawnictwie obydwa tytuły, które otrzymałem w iście ekspresowym tempie chyba po trzech dniach. Jestem właśnie w trakcie lektury, ale już anonsuję obydwie, gdyż są tego warte, tym bardziej, że panuje obecnie wśród wędkoglobtrotterów (ale-m wymyślił nazwę!), oczywiście tych majętniejszych, moda na Mongolię i jej lenoki oraz tajmienie, dotąd w miarę bezpieczne w tamtejszych rzekach.

Te książki to: 1. Bolesław A. Uryn – „Mongolia, wędkarski survival” Ofic. Wyd. „Rewasz”, Pruszków 2009, stron 224, format 16,5 x 12,0 cm, cena 23,00 zł plus porto, oraz 2. Bolesław A. Uryn – „Mongolia, spinning, tajmienie i… szczury”. Ofic. Wyd. „Rewasz” Pruszków 2009, stron 142, format 16,5 x 12,0 cm, cena 19,00 zł plus porto.

Obydwie z „nadtytułem” – „Survival z ludzką twarzą” i krótkimi recenzjami Piotra Piskorskiego i Jacka Kolendowicza. Książki oprócz zwięzłego, ale interesującego CV Autora, zawierają liczne czarno-białe i kolorowe zdjęcia rodzajowe, a na wewnętrznych stronach tylnych okładek znajdują się czytelne mapki opisywanych terenów. Obydwa tomiki uzupełnione są pisanymi cyrylicą oraz łacińskimi i polskimi nazwami ważniejszych ryb Mongolii.

Kilka zdań o zawartości tematycznej książek. Mają one charakter pamiętnikarski i często są, jakby przepisywane z prowadzonych dzienników wypraw. Nie będę opisywał, nawet krótko, ich treści, ponieważ po pierwsze: zaledwie je przekartkowałem, zatrzymując się tylko dłużej nad napotkanymi, frapującymi fragmentami; i po drugie: mój, bądź, co bądź wędkarza opis, sądząc po owych fragmentach, składałby się z samych „ochów” i „achów” oraz innych, najpewniej pełnych zazdrości słów zachwytu nad tamtejszymi wodami i rybami, nad całą przyrodą Mongolii, którą tak plastycznie opisał i nam udostępnił Autor, za co mu chwała.

Książki trzeba po prostu samemu przeczytać, co gorąco polecam, zwłaszcza tym, których na taką wyprawę nie stać.

Hilary Jałoszyński *Hiljot*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Bartuś polecił ( w końcu tam był) i Ty Hilary potwierdzasz, zatem nie pozostaje nic innego, jak się za tą publikacją rozejrzeć :grin
Eeeeetam... Trzeba pojechać :grin
Drogi Hilary, dzięki za recenzję i polecenie tych pozycji. Pozdrawiam gorąco dziękując też za prezent od Ciebie w postaci Twej książki z dedykacją:)
A ja wciąż czekam na przesyłkę, chyba Hiljocie masz dobre chody u Bolka Uryna. Choć jest on przede wszystkim gawędziarzem i niestety ma zapędy do fantazjowania, a nawet do opowiadania cudzych przygód, to pisze świetnie i każdą Jego publikację czytałem z zapartym tchem. Dlatego po raz kolejny polecam wszystkim, którzy chcą zobaczyć Mongolię, choć tylko oczami wyobraźni.
Bartsiedlce! Zamawiałem przez internet bezposrednio w wydawnictwie i po trzech dniach miałem książki dostarczone. A Bolka Uryna nie znam! Ale dobrze pisze i warto poczytać.
Ja zamówiłem w piątek i czekam, może jutro?
Wreszcie dotarły, zdjęcia już przejrzałem, czytać zaczynam jutro, dziś nie starczyło czasu.
Obydwie książki przeczytać warto! Gorąco polecam :)