Za oknem najczęściej podle - nawet jak napada śniegu, to zaraz wszystko się roztapia... Zimno, nie chce się wychodzić na dwór. Aparat i w ogóle fotografia idą w kąt, bywa, że do wiosny, no, może z przerwą na zimowe ferie. Tymczasem, dopiero teraz można zapewnić sobie prawdziwą zabawę i naukę - w cieplejszych miesiącach wielu osobom szkoda wolnego czasu na siedzenie przed monitorem komputera i poprawiania własnych zdjęć. Efektem więc - bardzo często - są nieprzebrane zasoby fotografii. Nieprzebrane do tego stopnia, że do niektórych już się nigdy nie wraca albo przegląda je niezwykle rzadko. I właśnie teraz jest pora na... Otóż na aż trzy sprawy... Po pierwsze, można uporządkować własne zbiory i ulokować je w sensownych wirtualnych albumach, po drugie, można fotografie "podrasować" w programach graficznych, zaś, po trzecie, na zdjęciach już wykonanych można - i trzeba tym zająć się koniecznie - nauczyć się kadrowania zdjęć już w wizjerze, na wyświetlaczu LCD, już w plenerze, już na planie, zawczasu, od razu... To się nazywa kompozycja!

Dzisiaj, zamiast kompozycją zdjęcia oraz szukaniem tematu przed wciśnięciem spustu migawki, trzeba będzie zająć się kadrowaniem w programie graficznym. Brak przemyślenia ujęcia, ustawienie kadru "nie do końca" dziś skutkuje fizyczną utratą pikseli, zmarnowaniem możliwości własnego aparatu. Kto ma zbyt mała matrycę, nie będzie mógł sobie na kadrowanie pozwolić. Chyba, że to obrazek do internetu, albo na odbitkę o wymiarach karty kredytowej... Zresztą nawet kadrowanie fotografii o 5 czy 6-milionowej rozdzielczości znacznie utrudnia możliwości wykonania w pełni profesjonalnego wydrukowania zdjęcia. Ile się traci na kadrowaniu? Poniżej prosty przykład - trzy interesujące warianty wykadrowania ujęcia świtu nad Narwią... Ile się marnuje - doskonale widać poza ramkami. I to się nazywa kadrowanie - zbyt późne kadrowanie.

Na pewno podczas przeglądania zdjęć z wirtualnych albumów będzie można się natknąć na takie, które da się skadrować błyskawicznie, niemal odruchowo i bez specjalnych strat wielkości. Ja sam mam ich w swoich zbiorach sporo - to przede wszystkim różnego rodzaju fotki sytuacyjne, reporterskie, plany, które trzeba było fotografować z podrzutu a kompozycję pozostawić instynktowi i wprawie. Tak jak ujęcie poniżej - na taką minę, gesty, skupienie małego wędkarza mógłbym się nie doczekać z aparatem na statywie i okiem w wizjerze - to co mogłem zrobić, to mieć na tej wiślanej główce reporterskie ustawienia dyżurne i zareagować "strzałem" na tę sytuację. Instynktowi zapewne zawdzięczam fakt, że pozostawiłem przestrzeń przed chłopcem...

I wykadrowanie zdjęcia 4:3 z usunięciem niepotrzebnych elementów narzuciło się samo. Nie wyobrażam sobie innego skadrowania tej fotografii. I znajduje się na niej dokładnie to, co chciałem. Cała opowieść o wędkarskim trudzie tego młodego człowieka...

Na fotce poniżej prawidłowo skadrowany zachód słońca - przez umieszczenie znikającej gwiazdy w mocnym punkcie udało się uzyskać bardzo stabilny, uporządkowany kadr i wyeksponować z reguły bardziej interesujące (na pewno dynamiczniejsze) niebo...

Jest to wycinek kadru zorientowanego pionowo, co umożliwia mi pokazanie, iż łamanie standardu może mieć sens - poniżej horyzont ulokowany na środku kadru, tak zwane ujęcie połówkowe, dość często krytykowane przez ortodoksyjnych zwolenników kadru dziewięciopolowego.

Jednak, moim przynajmniej zdaniem, dzięki umieszczeniu linii horyzontu w połowie kadru, udało się uzyskać lepszą równowagę ujęcia, jak mówi jeden z moich znajomych fotopejzażystów - ciszę wizualną, której, znów moim zdaniem, ten akurat zachód słońca wymagał... Proszę zauważyć jeszcze jedno - odruch w ustawianiu kadru, jaki już udało mi się w sobie wyrobić - po pierwsze słońce jest na pionowej linii złotego podziału... Dlaczego akurat na lewej? Cóż, to także odruch całkiem już instynktowny - zazwyczaj pozostawiam przestrzeń na zdjęciu z tej strony, w którą temat zdjęcia "zmierza"... Na zdjęciu z małym wędkarzem określiłem w ten sposób cel manualnych poczynań chłopca, na tym powyżej odruchowo pamiętałem, że słońce porusza się zgodnie ze wskazówkami zegara...

I jeszcze jedna zabawa kadrem o pionowej orientacji...

Zdjęcie poniżej jest zbyt ciasne - istnieje nawet takie pojęcie - "ciasny kadr". Jeśli na fotografii nie byłoby mojego kolegi Kodiego (tego w czerwonawej koszulce), kadr byłby skomponowany świetnie. Wprowadzenie tematu obocznego - to też określenie ze środowiskowego żargonu - spowodowało takie zagęszczenie na zdjęciu, że w efekcie fotka jest po prostu zła. Brak przestrzeni przez tatą i synem, brak miejsca na to ich "patrzenie przed siebie" powoduje wizualny tłok na fotce i dyskwalifikuje ją całkowicie...

Fotografowałem przyjaciół, więc mogłem po prostu poprosić Kodiego, żeby z kadru wyszedł... Ha, pewnie gdybym za główny temat zdjęcia uznał ojca z dzieckiem, to bym tak właśnie zrobił. Tymczasem dokładnie pamiętam, co wydało mi się w tej sytuacji bardzo fajne - fakt, ze o to siedzą sobie na wiślanej główce różni ludzie i zagapieni są w Wielką Rzekę. Wystarczyło odwrócić aparat, żeby to pokazać...

Czyż nie jest lepiej? No i ten odruch, by kadrować dziewięciopolowo, czyż nie jest równie piękny? Instynkt dla fotografa, to bardzo ważna rzecz. Kiedy będzie chciało się teorię mocnych punktów złamać, to trzeba będzie powalczyć z odruchami warunkowymi - to gwarantuje świadome skomponowanie odmiennego ujęcia...

Tak między nami mówiąc, kolejne zdjęcie uważam za spieprzone - robiłem je z chybotliwej i płynącej na silniku łodzi i fakt, iż wieża Twierdzy Modlin znajduje się centrum kadru, to nie jest mój świadomy kompozycyjnie wybór, ale dość idiotyczny odruch snajpera, charakterystyczny szczególnie dla tych, którzy miewają problemy z szybkością autofokusa (jako hybrydowy cyfrakowiec, posiadam je niewątpliwie)... Kiedy zapali mi się białe światełko - a w mojej Minolcie ten moment podkreślony jest pisknięciem w głośniczku - to strzelam ułamek sekundy później. Zresztą dobrze, mogę bowiem opowiedzieć coś jeszcze o kadrowaniu fotografii - mam nadzieję, że już w terenie, bez utraty pikseli i z włączonym myśleniem o robionym zdjęciu...

A myśleć warto... Generalnie od chwili pojawienia się FotoHobby w sieci namawiam do myślenia. Więcej, namawiam do wykorzenienia w sobie - ja to robię od lat i, jak widać na fotce powyżej, nie zawsze skutecznie - pstrykackiej paranoi. Na fotograficznych wyjazdach (a wiele z nich ogranicza się do robienia zdjęć przy okazji wycieczek wcale nie w fotograficznych celach) bardzo wielu fotoamatorów wyjmuje aparat i robi fotki "różnym fajnym widoczkom". Zachęcam gorąco - z takim nastawieniem nie sięgajcie nawet po aparat, niech zgnije w torbie, niech wrośnie w jej dno, niech go szlag trafi!

Skoro zaś go wyciągniecie i zdejmiecie dekielek, to warto na te kilka minut zmienić wycieczkę wędkarska, myśliwską, rowerową, wodniacką, rodzinną w sesję fotograficzną... Nie wymaga to przecież niczego poza włączeniem rozumu i oparciem się o własną wiedzę na temat fotografii i sytuacji zamkniętej w kadrze...

Broń Boże, nie fotografujcie fajnych widoczków, bo nawet zakochanym w sobie narcyzom będzie się po dziesiątej zapełnionej karcie chciało na ich widok rzygać, przy dwudziestej zaś skończy się przygoda z fotografią. Warto spróbować sobie odpowiedzieć na pytanie, co takiego frapującego znajduje się przed oczami....

Aby to zrobić, trzeba koniecznie na "widoczek" ów skierować aparat fotograficzny - bynajmniej nie po to, aby pstryknąć fotę. Rzadko używam - aczkolwiek jest słownikowo poprawne - terminu "celownik", częściej mówię wizjer, choć tak naprawdę najbardziej pasuje mi określenie "lunetka". Luneta bowiem jest to urządzenie służące do przyglądania się rzeczywistości - hm, wizjer jest do "widzenia"... Nawet jeśli ktoś - tak jak ja - do kadrowania używa głównie LCD, to podobnie powinien potraktować ten maleńki prostokącik... Do obejrzenia ujęcia przed wciśnięciem spustu. Odruch snajperanależy w sobie zamordować - to nie krzyżak celowniczy jest narzędziem do robienia zdjęć, fotoamator nie jest Leonem Zawodowcem, nie zwalnia się spustu migawki w chwili, kiedy coś istotnego na zdjęciu znajdzie się w środku - aparat to nie jest karabin.

I stąd mój postulat, by w kadrze i we własnej wyobraźni umieszczać siatkę z mocnymi punktami. Łatwiej z takim "celownikiem" myśleć, bo wybór nie ogranicza się do "wyceluj i pstryknij" - w tak wymyślonym kadrze są aż cztery krzyżaki snajperskie. Który wybrać? Cóż, trzeba pomyśleć, dlaczego właśnie ten akurat...

Za poprawne uważam skomponowanie zdjęcia w taki sposób jak niżej... Tematem fotografii jest niewątpliwie wieżą modlińskiej twierdzy. Znajduje się ona w lewym górnym mocnym punkcie. Dolne są wykluczone, bowiem uciąłbym ważne fragmenty zdjęcia i pozostawił zbyt wiele nieba. Nie dzieje się w chmurach nic, co usprawiedliwiało by taką kompozycję... Dlaczego jednak ma być to lewy mocny punkt?

Pisałem wyżej o konieczności wyrobienia w sobie odruchu pozostawiania przestrzeni z tej strony zdjęcia, w którą zmierza fotografowany obiekt... Głupota? Jak może dokądś zmierzać monumentalna bryła fortyfikacji... Proszę się przyjrzeć zdjęciom - temu powyżej i temu poniżej... Perspektywa ujęcia nadaje statycznej budowli dynamizmu - wizualnie wieża może się "ześlizgnąć" w prawą stronę. Dobrze skomponowany jest kadr na górze, bowiem fortyfikacja ma miejsce na to "ślizganie się", natomiast na fotce na dole wieża za chwileczkę "wyleci z kadru"...

Taka mała rzecz, ale warto ją sobie zakonotować w pamięci. Gdybym od razu przez wizjer patrzył, a nie celował, to nie zmarnowałbym bezpowrotnie pikseli z dużej powierzchni zdjęcia.

Zaraz zaraz, ta teoria o wizualnym ślizganiu się "po perspektywie" wcale nie musi być prawdziwa. W kulturze europejskiej naturalne jest patrzenie zgodnie z kierunkiem pisania, z lewej strony na prawą...

Opowiadałem kiedyś o owym "ślizganiu" znajomemu i takiego argumentu - logicznego, nieprawdaż - użył, aby zbić mnie z pantałyku. Dwa lustrzane odbicia - arabskie, że tak powiem, zgodne z kierunkiem pisma obowiązujących w kulturze orientu. A wieża i tak wylatuje poza kadr...

A tu ma gdzie lecieć...

Przerwę na dzisiaj moją opowieść, podejmę ją w najbliższym czasie.. Dalej będzie o kadrowaniu - zbyt późnym co prawda, ale lepiej późno niż wcale. Przez tę stratę milionów pikseli, która będzie miała miejsce podczas zabawy w kadrowanie - do której ma zachęcać ten i kolejny artykuł - być może następne ujęcia będą bardziej przemyślane jeszcze przed wciśnięciem spustu migawki.

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Ciekawie i obrazowo opisane. Dzięki