Dawno nie odwiedzałem ani Barki, ani Barrakudy. Jakoś nie po drodze było do wspólnych spotkań i rozmów o rybach. Jednak tym razem pozbierałem się i dołączyłem do dawno niewidzianych Koleżanek i Kolegów. Tym chyba chętniej, że po raz kolejny mieli w swoim gronie ciekawego gościa. Intrygował mnie ktoś, kto łowił wspaniałe ryby i to w wielu różnych miejscach świata.

Wieczór minął szybko, a w zasadzie za szybko. Maciek chętnie dzielił się z nami wiedzą i znajomością zagranicznych łowisk. Zaczął od opowieści o przecież niedaleko położnej Norwegii. A że miał ze sobą laptopa, to po chwili oglądaliśmy zapierające dech w piersiach zdjęcia.

Na wszystkich zrobiły wrażenie fotografie pięknych morskich ryb – kilkunastokilogramowych dorszy, rdzawców i czarniaków. Te ostatnie podobno są niesamowicie waleczne. Nie mówiąc już o przepięknych norweskich krajobrazach. Zawsze wydawało mi się, że Norwegia to tylko skaliste fiordy i zimno. Tymczasem Maciek pokazał nam zdjęcie rodem jakby z Miami, czy Egiptu, a to właśnie piaszczyste plaże Norwegii i niesamowicie czyste morze zrobiły na mnie takie wrażenie.

Zaskoczeniem również były dla mnie podane przez Maćka koszty takiego wyjazdu. Dowodem niech będą słowa Michała (mk): „Dwa wyjazdy na dorsze i mam pół Norwegii”.

Nie zdążyliśmy ochłonąć jak na ekranie laptopa pojawiła się potężna, przepięknie ubarwiona ryba. To namaycush – podobno jedna z najwspanialszych ryb, jakie Maćkowi i jego kolegom udawało się łowić podczas zagranicznych wypraw.

Teraz na ekranie pojawiały się zdjęcia z Kanady – wędkarskiej krainy marzeń chyba każdego z nas. Oprócz zdjęcia potężnego namaycusha, mieliśmy pokaz wielu innych, głównie zdjęć ryb łososiowatych. Nie zabrakło również kilkunastokilogramowych łososi w godowych, czerwonych barwach.

Dotąd znałem te ryby tylko z filmów przyrodniczych. Teraz obok nas siedział człowiek, które je łowił i opowiada o nich wspaniałe historie.

Kanada to również niedźwiedzie. I z tymi przyszło się spotkać naszemu koledze. A opowieści o z pozoru niegroźnych „misiach”, które jednych machnięciem łapy potrafią urwać człowiekowi głowę na długo zapadną w mojej pamięci.

Ani się obejrzeliśmy, a nadszedł kres tego niezwykłego wieczoru. Gdy się rozstawaliśmy czuć było wiszącą w powietrzu atmosferę wielkich, dla wielu z nas egzotycznych łowów.

Chyba te opowieści i zdjęcia, jakże żywe i prawdziwe tchnęły coś nowego w każdego z nas. Może nie każdy snuje już plany wyprawy na drugi koniec świata po Wielką Rybę. Za to już wiemy, że spełnienie naszych marzeń jest jakby bliższe, a przynajmniej łatwiej je sobie wyobrazić.

Tekst – Harry
Zdjęcia - argrabi

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Ten komentarz został usunięty przez Administratora
Faktycznie spotkanie super a Maciek
swoim opowiadaniem może napsuć krwi ;).
Artur,też mu zazdroszczę(i to wcale nie po cichu)że ma pracę ściśle związaną z hobby.Ja akurat też lubię to co robię ale żeby to było moję hobby to już niekoniecznie.Na czerwiec mam dwie opcje:Orava i ........,no i kto zgadnie???(chyba że będę musiał jeździć nad Narew,co będę czynił z równą przyjemnością).
:eek Szczerze mówiąc wędkarstwo zagraniczne zawsze wydawało mi się wymysłem znudzonych własnym krajem wędkarzy, którzy ograniczeni byli do wędkowania w naszych brudnych i bezrybnych jeziorach i rzekach. Mieli do wyboru zarzucić połowy albo urozmaicić sobie wyjazdy. Przywiązani do wędkarstwa jak do tradycji-wybierali to drugie. Dziwiłam się trochę, że chce się im angażować w takie podróże-z racji przekonania, że sedno łowienia nadal pozostanie takie samo :zzz Za to nie mam wątpliwości, że zmienia się klimat i otoczenie na bardziej zbliżone do natury. Jestem laikiem i nie będę ukrywać, że dla mnie ryba-to ryba.
Zdjęcia Maćka i to co prezentuje bez wątpienia przekonują do zagranicznych wyjazdów na ryby. Pewnie kiedyś dam się namówić 8)
Eeeee tam. Ja oprócz wędki wezmę jeszcze do Kanady od dziadka fuzyję i się na misia zasadzę :grin :grin :grin Spotkanie było świetne, atmosfera gorąca a piwo zimne 8)
Dagmaro... Nie tylko ryby... Krajobrazy, wrażenia, wspomnienia z takich wypraw są bezcenne.. Coś, co sie często ogląda, równie często powszednieje... A taka wyprawa to odskocznia, zresetowanie się... Zobaczenie "innego" świata, złowienie "innej" ryby, zobaczenie "innej" wody...