Kocham ten sport całym sobą. Od wielu lat staram się zdobywać coraz to wyższe szczyty. Czasami się udaje, czasami spadam na pysk i z uporem maniaka próbuję, aż do skutku...

Lecz od pewno czasu z coraz większa nostalgią oglądam się za siebie... Teoretycznie mam wszystko (zawsze pozostanie takie maluteńkie - p r a w i e …) co do sprzętowego "szczęścia" mogłoby być potrzebne, a mimo to coraz częściej przyłapuję się na wspomnieniach z pierwszych lat mojego zauroczenia wędkarstwem…

Czasami zaczynam się bać zagubienia sensu tej życiowej pasji. Kiedyś do pełni szczęścia wystarczał bambusik lub "miodowy" ruski teleskopik, "glizdy" w słoiku z odrobiną ziemi, zestawik z tęczówki z gęsim piórkiem (balsa była wielką nowością)...

Dzisiaj...? Dzisiaj jeżdżę na wszelkiej maści wystawy i targi, które mają cokolwiek wspólnego z wędkarstwem w całej jego rozciągłości. Ale tak naprawdę, to po co? Nawet na ryby człowiek nie potrafi wybrać się nad najbliższą rzeczkę czy jeziorko. Wielokrotnie po setkach (a bywa i więcej…) kilometrów za kierownicą, z oczami jak niezapominajki w spirytusie od papierosowego dymu i nie wyspania, wreszcie trafiam nad wymarzoną wodę. Wreszcie jestem SAM… Z daleka od bardzo kochanych dzieci (moje sumienie wyje do około 15 kilometrów od domu...), z dala uwielbianej i niczego nierozumiejącej żony, od pracy, nie do końca wyjaśnionych problemów, od wszystkiego...

I chociaż wielokrotnie zdaje sobie sprawę, że nie zawsze jestem ok, że nie zawsze moje czyny zgodne są z rozsądkiem i moim sumieniem... Wiem, że wędkarstwo wygra. Że mimo deszczów, mrozów, fal, wiatrów i wszystkiego co tylko zechce stanąć na drodze pomiędzy mną i moim sportem, spakuję mój sprzęt i wyruszę na kolejną wyprawę... Bez różnicy bliska czy daleka.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że wędkarstwo to pozostałość z dzieciństwa... Jeżeli tak jest naprawdę, to proszę Boga żebym nigdy nie dorósł...!

Skibus


Wybrane komentarze z poprzednich wersji portalu:

HotSauce:
Dla mnie spinningisty - trapera, wędkarstwo to właśnie obcowanie z przyrodą, chwila samotności, ale przede wszystkim próba przechytrzenia ryby. To magnes do którego zawsze się powraca.
Skibus:
Z 8-10 lat temu polowalem na potokowca..Widzialem go jeden jedy raz jak wyszedl do mojego woblera.A woblerek mial 18 cm!Przez kilka miesiecy regularnie odwiedzalem stanowisko tego pstrazka..A zlapal go rusek na zestaw z rosowka..Wszystkie przynety byly dozwolone..Pozdrawiam!
Bombel:
Powroty do dzieciństwa, powiadasz? Sięgnij dalej, to czysto atawistyczny pęd ku łowiectwu, myślistwu, odziedziczony po praprzodkach. Fakt, nie u wszystkich się on objawia, a jeśli już, to z różną mocą. Niektórzy powiadają, że nigdy ich nie ciągnęło... A wystarczy na rybnym łowisku dać wędkę w garść, pokazać podstawy. Połowią i... Znaczna część "wsiąka" od pierwszego wejrzenia.
Atawizm uległ, a i to nie u wszystkich, pewnej modyfikacji. Już nie pożywienia łakniemy, a ucieczek od cywilizacji, od problemów... Pobyć w ciszy, sam na sam z naturą, odprężyć się... Ja to nazywam defragmentacją szarych komórek. Szalenie pomaga! Pozdrawiam
mepsik:
Wszelkie pasje mają to do siebie, że ich atrakcyjność dla płci "m", jest odwrotnie proporcjonalna do stopnia zainteresowania płci "k". hehehe! ;-)
Skibus:
Zgoda..Ale to nie tylko tylko o zlowienie ryby(chocby nie wiem jak byla duza..) chodzi..To jest co prawda sprawa nadrzedna,ale nie jest wszystkim..Wedkarstwo to dla mnie duuuzo duuuzo wiecej..Dla mnie wyjazd na ryby zaczyna sie w momencie powrotu do domu z poprzedniego..Czyszczenie i przygotowanie sprzetu,przemyslenia co,jak,gdzie i kiedy oraz co mozna zrobic lepiej ,to dla mnie jest rownowazne z samym lowieniem...Pozdrawiam!
Bombel:
Kombinowanie z zanętami na następny raz (a może taki składnik, a może inny?), rozpamiętywanie popełnionych błędów, zamyślenie nad długością przyponu, nad rozmieszczeniem obciążenia, bo może..? A nad wodą, gdy po dwóch tygodniach czekania i przygotowań trafisz w oberwanie chmury albo huraganowy wiatr, a może po trzystu kilometrach jazdy się okaże, że upatrzona, wręcz wyśniona miejscówka, jedyna w okolicy, zajęta przez paru nawalonych jak szpadle tzw. kolegów po kiju, śpiących między postawionymi na sztorc gruntówkami, albo gdy się okazuje, że wszystkie przygotowania o kant tyłka można rozbić, bo ryby w ogóle nie biorą, albo... Sporo tych "albo", przez które ma się czasem chęć trzasnąć kijem o kolano czy w cudzy łeb, gdy kiełkuje myśl: NIGDY WIĘCEJ!!!, a zaraz po powrocie znowu człek kombinuje jak koń pod górkę, co źle zrobił, dokąd jechać następnym razem, jak się przygotować...
A niespodzianie okazuje się, w poniedziałkowy poranek, że mimo bryndzy na łowisku, wyjazd jednak się przydał. Bo zidiociały szef czy współpracownik, mimo najszczerszych chęci, nie potrafi podnieść nam ciśnienia, że jakaś wredna robota, do której zwykle podchodzimy jak do zła koniecznego a najwyższego, wcale nie taka straszna, że... Że olać problemy, bo w soborę rano znowu!...
Ponad trzydzieści lat to przerabiam i ciągle nie mam dość:))) Był nawet czas, że cieknąca na potęgę uszczelka musiała czekać, bo doszły mnie wieści, że 100 km dalej grube lechy biorą jak wściekłe, że szczupak wreszcie zaczął normalnie żerować, że... Na szczęście przyszło opamiętanie, czyli umiejętność dostrzegania granicy, której, dla dobra bliskich, nie powinno się przekraczać. Co wcale nie znaczy, że palma mi nie odbija i nie jestem w stanie wskoczyć o przedświcie na rower (mimo zapowiadanych burz), przeciągnąć kilkunastu kilometrów w deszczu... A przecież wiem, że nie połowię, że może nawet kontaktu z rybą miał nie będę...
Idiotyzm? Masochizm? Może i tak. Ale znam sporo znacznie głupszych sposobów na tzw. hobbystyczną samorealizację... :))) Pozdrówka!
ted:
Myślę ze rozumiem Cię, bo pod tym co napisałeś mógłbym podpisać się i ja. Mój syn siedzi na kompie a na GG ma taki oto opis-zostanę wiecznym kawalerem jak mój ojciec.. Kocham swoją nie małą rodzinę ale kocham i wędkowanie.
Po prostu coś nas, gdzieś gana i to jest piękne.
Żyj chwilo,życie jest piękne.
Skibus:
Ten kawalek z kawalerem slysze regularnie:-)A ze strony malzonki czasami wzbogacony jakims zjadliwym dodatkiem ze krew mi burzuje cale 5 minut!..Ale nie trace nadzieji ze kiedys mnie zrozumieja albo po prostu sie z tym moim ukochanym "dziwactwem" pogodza:-)Pozdrawiam!
Arturro:
Wszyscy jesteśmy małymi chłopcami. Wiesz, dla mnie wędkarstwo to odskocznia od rzeczywistości, to chwile spędzone sam na sam w sobą. To nad wodą naprawdę wypoczywam. Nie bacząc na coraz więcej obowiązków piętrzących się z dnia na dzień pakuję wędki i wieję z domu. Wystarczy parę godzin i znów jestem pełen chęci do stawienia czoła życiu. Te rybki to nałóg Obyśmy się nigdy z niego nie wyleczyli !!!
Pozdrawiam Arturro

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy