Wiosna
Sezon 2008 zaczyna się dla mnie na kompletnym luzie, bez specjalnego myślenia o rybach, bo zwyczajnie nie mam na to czasu w pierwszych miesiącach roku. Wczesnowiosenne łowienie muszę sobie odpuścić. Dlatego zaczynam jak większość wędkującego narodu w długi weekend pierwszomajowy. I jest to moje pierwsze rozpoczęcie na Mazurach. Niestety pogoda nie rozpieszcza, ale specjalnie mi to nie przeszkadza. Ważne jest jezioro, pomost i pierwsze płotki w sezonie.

Kolejny majowy weekend poświęcam ulubionemu odcinkowi Narwi. Trzy wypady z feederami, których efektem jest kilka jelcy, płotka i jedno potężne branie na pęczek czerwonych robaków. Ze smutkiem stwierdzam, że jeszcze nigdy na tym łowisku nie miałem tak słabych wyników o tej porze roku. Za to klimatu nad rzeką, ogniska i tego relaksu nic nie zastąpi.

Póki co, postanawiam odpuścić sobie Narew. W międzyczasie, podczas jednego z nielicznych już wypadów nad warszawską Wisłę, łowię swojego pierwszego sandacza na woblera. Ma może z 50 cm, ale to pierwszy woblerowy, a do tego już przy burcie spina mi się ładny boleń!

Lato
Przychodzi lato. Mam trochę więcej czasu i zaczynam znowu jeździć na Zegrze. Wyposażam się w niedrogą echosondę. Pływanie po zalewie strasznie wciąga. Jestem na wodzie praktycznie w każdy weekend, czasem nawet po dwa dni. Gumy, opad, wiele kontaktów z sandaczami, niestety krótkimi. Mam nową wędkę do bocznego troka. Okoni jest sporo, ale niestety głównie takich do 25 cm. Na pocieszenie łowię na paprocha kilogramowego leszcza, a na fedeera kilka mniejszych i prawie wymiarowego sumika. Któregoś razu, podczas powrotu do przystani, po raz pierwszy uruchamiam w sondzie funkcję FishId. Gdzieś w połowie drogi alarm wyje, a ekran pokazuje górkę pełną ryb. Pierwszych kilka rzutów bocznym trokiem przynosi dwa ładne okonie i małego sandacza. Drugi rzut kopytem kończy się potężnym uderzeniem, jazgotem hamulca i luzem na lince. To był sandacz, za którym pływałem całe lato.

Z rybami w Zegrzu nie jest najlepiej, ale i tak czuję się tutaj dobrze. Tym bardziej, że mojej towarzyszce podoba się nie mniej jak mnie. Którejś niedzieli pokazuje mi jakie w Zegrzu pływają krasnopióry i to w momencie kiedy mi już po prostu nie chce się łowić, słońce zachodzi, a jej nie można ściągnąć z wody.

Jesień
Kilka dni wakacyjnego urlopu spędzamy na Mazurach, ale niestety pogoda pozwala na co najwyżej kilka krótkich wyjść na pomost. Już po powrocie ciągłe niedobory czasowe rozwiązuję wolnym dniem przy pięknej, wręcz upalnej pogodzie w pierwszym tygodniu września. Postawiam zobaczyć co się dzieje na mojej Narwi, gdzie nie byłem od maja. Przyjeżdżam nad wodę o szarówce i staję w miejscu, w którym rok wcześniej miałem dobre wyniki. Już pierwsze rzuty przynoszą brania i łowię kilka ładnych płoci oraz sporego leszcza. Dzień zaczyna się fantastycznie. Za to chyba jeszcze nigdy nie widziałem takiej ilości, tak agresywnych komarów, a ja nie miałem żadnego środka. Nie pomaga nasuwanie czapki, stawianie kołnierza bluzy, ani chowanie się w aucie. Od ucieczki znad wody ratuje mnie jakiś przechodzący spinningista i oddaje swój środek na komary. Zresztą o odpuszczeniu nie ma mowy, bo brania mam co chwilę, prawie co każde przerzucenie zestawu. Raz za razem holuję a to ładną płoć, a to leszcza. Te drugie praktycznie nie mniejsze niż 40 cm. Mam wrażenie, że cofnąłem się w czasie o kilkanaście lat, bo wynik bodajże jedenastu ładnych leszczy i podobnej ilości sporych płoci, nie zdarza się dziś za często ot tak z marszu.

Nad Narew na leszcze jeżdżę regularnie przez cały wrzesień. Biorą dobrze, choć już nie powtarzam takiego wyniku, ale 2-3 leszcze łowię za każdym razem.

Zaczyna się październik, czyli szczyt sezonu sandaczowego. Próbuję na Zegrzu i Narwi, niestety znów łowię co najwyżej krótkie.

W poszukiwaniu mętnookich po raz pierwszy wypływam też z Krzysiexem, z przystani w osławionym Modlinie. Niestety zaliczamy tylko jedno pocięcie gumy. Wiem już, że w kolejnym sezonie jeszcze nie raz tu przyjadę. Modlin ma swój klimat. Narew widziana z wody wygląda inaczej i na pewno latem nie ma tu tyle motorówek co na Zegrzu.

Już pod koniec listopada postanawiam przeprosić się z Wisłą, bo docierają do mnie różne pozytywne wieści. Robię sobie kilkugodzinny wypad nad wiślany brzeg w rejon miejsca, które znam od strony wody. Po godzinnym przedzieraniu się przez wał, krzaki i piach, zamiast sandacza łowię za ogon sporego leszcza i mam dość. Chyba już odzwyczaiłem się od szlajania po nadwiślanych sajgonach i lepiej mi na łódce albo wygodnym łąkowym brzegu.

Dlatego następnego dnia dołączam do kolegów atakujących miejscówkę z łodzi. Po telefonie, że od rana gryzą sandacze dołączam na pokład, gdy akurat pauzują. Na szczęście nie na długo, bo do południa łowimy po kilka wymiarowych i nieco większych.

Mój nieco później rozpoczęty sezon kończy się w początkach grudnia ostatnią sandaczową wyprawą, która zamiast mętnookiego przynosi ponadwymiarowego suma, holowanego lekkim, opadowym zestawem pod silny wiślany prąd.

Przychodzi Boże Narodzenie z choinką, pod którą nie zabrakło również wędkarskich prezentów, które zawsze tak bardzo mnie cieszą. Potem pozostaje oczekiwanie na kolejny sezon. W tym roku prawie na pewno zacznę go gdzieś nad Wkrą. A potem znowu Mazury, Narew, Zegrze, Wisła...

Paweł Daniec *Anguiler*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Fajne i miłe wspomnienia Pawełku, życzę Ci, aby ten sezon był jeszcze bardziej obfity i w ryby i wspomnienia :)
Chyba już odzwyczaiłem się od szlajania po nadwiślanych sajgonach i lepiej mi na łódce albo wygodnym łąkowym brzegu
Pawełku, czyżby starość Cie dopadała?? Fajnie wspomnienia.. A jak dobrze pójdzie, to może i ja się postaram we dwa zdania w tym roku wpisać.. Czy to na Wiśle, czy gdzieś na górnej Wkrze, Sonie czy zalewie w Nowym Mieście...
Miłe wspominki Pawle. Z tym czasem to i mnie 2008 rok nie dał zaszaleć. Ryb złowiłem kilka, może kilkanaście, a na rybach spędziłem ogólnie najmniej czasu od wielu lat. Mam nadzieję w tym roku spędzić więcej czasu nad wodą. Może majowe szkiery pozwolą mi trochę się wyłowić:) Kij wiślano-boleniowy nowy też czeka na pierwsze kontakty:)
Dzięki za garść fotek i fajną relację.
Fany \"fotosezon\" :) połamania w 2009 :grin
Paweł extra fotorelacja :grin Osobiście czekam na spotkanie w realu 8) (nie super markecie ;) )
Super przekrój sezonu Pawle!
Gratulacje sandaczy a przede wszystkim sumika, który nawet takich rozmiarów nadal jest tylko w sferze moich marzeń
Ale najbardziej wiesz czego Ci najzwyczajniej wędkarsko zazdroszczę? Rozpoczęcia sezonu na Mazurach, które ja poprostu KOCHAM ! Sam kiedyś jeździłem co roku w kwietniu nad pewną niewielką mazurską rzeczkę, którą przy dobrym rozbiegu możnaby przeskoczyć. Brały płotki, jelce, leszcze. Było cudownie. Teraz jednym z moich wędkarskich marzeń jest zapolowanie w niej na szczupłego, który wiem że tam występuje...

Jeszcze raz gratulacje i życzę aby 2009 był o wiele lepszy niż poprzedni.
pozdrowionka
sumika...
no właśnie, Panowie wędkarzowie, czemu Wy w ten sposób zdrabniacie nazwę tej ryby.
sumik jest zarezerwowany dla konkretnego gatunku. izynt it?
Yopas. A czy to cosik złego w takim zdrabnianiu? ;-) Przecież tej wielkosci sum to raczej wlasnie Sumik :-), a ze owy gatunek sumika występuje w naszych wodach to i tak większość z nas o tym wie
no stary, wynik generalnie na plus, można walczyć cału sezon a jednak zaliczyłeś ostro :))) bede cie zatrudniał za przewodnika jak mi szef zleci rybobranie :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD tak sie zastawiam na przyszłość... wyślij mi swój nr jak by co do czego przyszło, biznes fiszing jest coraz bardziej modny...
Pawlak, wspaniałe wspomnienia, tylko pozazdrościć. Zeszły rok niestety nie obdażył mnie wieloma wypadami nad wodę z zamiarem prawdziwego wędkowania więc tym bardziej Ci zazdroszczę. Mam nadzieję, że w tym roku nadrobię zeszłoroczne zaległości. Pisz więcej, miło się czyta Twoje teksty okraszone fajnackimi fotkami.
Dziękuję Wam za wszystkie pozytywne komentarze. Chce się pisać jak spotyka się taki odbiór. To był sumik, sum jest z pół metra dłuższy.

Argrabi co do Wkry to może jakieś wspólne doświadczenie, wszak jak nie teraz to kiedy? ;)