Człowiek nie zegarek – jeść musi. A jak ważny jest dobry posiłek przy integracji tego tłumaczyć nie trzeba. Robert wzorem lat ubiegłych obiecał nakarmić przybyłych na Urodzinową Wyspę.
Sobota jednak zaczęła się wcześnie i doczekać do dania głównego bez przekąski było trudno.


Śniadanko


Może kanapeczkę?


Jestem taki słaby, że nie mam siły się podnieść

Gotowanie na taką skalę i w takich warunkach do najłatwiejszych nie należy. Ale TJ nie takie problemy na WCWI rozwiązywał bez mrugnięcia okiem.


No to zaczynamy!

Odgłos ostrzenia noży przyciągnął najbardziej zainteresowanych.


Sępy zaczynają krążyć

Jako pierwsza do gara powędrowała fasola.


Fasolka

Gdy pęczniała sobie spokojnie, w drugim garnku swój smak oddawała „kostka rosołowa”.


Kostka rosołowa

Okazało się, że jeden z obserwatorów świetnie radzi sobie z nożem. Takim sposobem zadania zostały podzielone. To, co Hubert pokroił i posiekał…


Niespodziewany pomocnik


Jarzynki


Kiełbaska

…Robert w odpowiedniej kolejności dokładał do garnka i schowany za specjalnym parawanem poddawał dalszej obróbce termicznej.


Nieupoważnionym wstęp wzbroniony!


Szef kuchni

Cóż więcej dodać? Sami popatrzcie na efekt końcowy.


Zupa zanętowa

Dodam tylko, że kiedy Robert dał sygnał do rozpoczęcia posiłku, przyczajony nieopodal Kwantyl…


A ja myślałem, że odpoczywa…

Błyskawicznie przeszedł metamorfozę!


Podano do stołu!

Smaku opisywał nie będę. Ci, co próbowali pewnie go jeszcze pamiętają, a dla wszystkich innych przepis poniżej.

Zupa zanętowa (w oryginale Zupa Drwali):

Składniki (podane na wyspowe 30 litrów, do użytku własnego trzeba przeliczyć):

- fasola - 1 kg
- pęczak - 1 kg
- 4 kg mięsa (najlepiej wołowiny)
- 2 kg kiełbasy (dobrej)
- 5 pęczków włoszczyzny (marchew, pietruszka, seler, por)
- kapusta biała – 1 średnia główka
- liść laurowy (0.5 op.)
- cebula (0,5 kg)
- czosnek (2 op. granulowanego albo 2-3 główki tartego)
- ziele angielskie (0.5 op.)
- pieprz (do smaku)
- sól (do smaku)
- tłuczony jałowiec (1 op.)
- majeranek (1 op.)

Przygotowanie (zakłada się warunki polowe):
Fasolę płucze się i zalewa wodą, najlepiej dzień wcześniej, a co najmniej na kilka godzin wcześniej. Do fasoli dodaje się pokrojone na duże kęsy mięso, kiełbasę i wszystkie przyprawy razem z poszatkowaną kapustą i włoszczyzną. Gotuje się, aż fasola i mięso będzie odpowiedniej miękkości. Do wrzątku wsypuje się umyty pęczak, zasmażoną na złoto cebulę. Gotuje się do czasu, kiedy wszystkie składniki będą miękkie. Doprawia się solą i pieprzem (jeśli potrzeba), dodaje się majeranek i czosnek.


To też tradycja!

Blanek

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Czy \"sępy\" miały szanse wzbić się w powietrze?
Wreszcie pojawiło się \"chociażcoś\" powyspowego!
Przepis może i niczego sobie, ale ja bym z niego wyłączył seler, pietruszkę i pęczak. Ten ostatni bym lepiej skarmił płotkom. A kiełbasę należy wrzucać pod koniec gotowania, by się tylko przegrzała!!! Gdy długo pomoknie, to dużo traci na smaku. Tam na miejscu na pewno gdzieś można było znaleźć dziką miętę pieprzową - też pasuje do takiego dania (ale nie przedawkować!), jak też trochę młodych pędów ajera.
Już wiem co to był za środek nasenny w tej zupie :) :) :) To oczywiście tłuczony jałowiec :):):)
Sacha - chyba Kryskona tam na ten moment nie było, bo by wnet je spinem uziemił:grin. Prekursor nowej techniki, która podobno została ochrzczona mianem ORNISPIN:grin
Sacha - chyba Kryskona tam na ten moment nie było, bo by wnet je spinem uziemił. Prekursor nowej techniki, która podobno została ochrzczona mianem ORNISPIN
U nasd na takich co to po niebie rzucają i gałęciach \"łowca wiewiórek\" czyli kryskon \"łowcą Sępów\" miałby zostać, cyba raczej \"dręczyciel mew\" :grin :grin :grin ;) ;) ;)
Kliwolit, kiełbasa wrzucana była pod koniec, pietruszka i seler jest potrzebny, bo to zupa na bazie bulionu a nie grochówka. Pęczak konieczny (zupa zanętowa!), mięty pieprzowej nie było, a nawet jeśli, to byłaby obsrana, a ludzi nie chciałem do gastrologa wysyłać (Ptasia to Wyspa była ;)) Generalnie to ogólny przepis, każdy kto kucharz sam wie, co i jak, ja też przepisów się nie trzymam, tylko kombinuję. Co innego gotowanie dla dwojga przed kinem nocnym, a co innego 30-litrowy wypas :)
TJ - sorki, na konto pietruszki i selera, to było osobiste. Nie znoszę nawet zapachu tych trawek, którymi nas Bona obdarowała. Wszystki insze zapycham równo, no może jeszcze oprócz szczawiu... A pokuchmarzyć tyż lubię, tyle że, jak piszesz, wolę ten drugi wariant, a nie na cały kołchoz. Jeżeli majesz jakiś ciekawy recepcik, to bydzie mile patrzony na CWP:p. Aha, za kiełbasę zwracam honor:roll!
Wojtku, naprawdę nie wziąłem tego do siebie, nie mam ani uprzedzeń, ani specjalnych faworytów w potrawach czy przyprawach. Gotuję w domu od wielkiego dzwonu, szczególnie wszelakiego rodzaju pyzy i pierogi (przepadam eksperymentować z farszami). Być może kiedyś kucharzyłem więcej, ale moja połowa i tak biła mnie na głowę (choć nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa ;)). Wracając do zupy. Taka ilość to zawsze niewiadoma, obawy czy będzie smakowała. Inaczej dochodzi na gazie, inaczej na obozowym ognisku (choć niektórzy uważają, że własnie takiego gotowania nic nie zastapi, potwierdzę jedynie w przypadku wypieków pieczonych w starych węglowych kuchniach). Na Urodziny zawsze staram się wybierać coś sytego, bo to jeden posiłek i jeszcze ma być zapamiętany (absolutnie nie ze wględu na niestrawność). Także wiele z potraw odpada, bo po prostu nie ugotuje się w takich warunkach, poza tym nie może być mordęgą w przygotowaniu. Ta także była dość pracochłonna i gdyby nie Hubert (ogromne DZIĘKI!) pewnie robiłbym ją znacznie dłużej i byłaby kolacja :) Główny problem to oczywiście palenisko o odpowiedniej kaloryczności, żeby zagotować 30 litrów w garze. W sumie wg mnie wyszło nieźle, ale oceny pozostawiam jak zwykle tym, którzy jedli.
Malkontenci głosu nie mają :grin
Zupa była wspaniała :P
Szczególnie następnego ranka, gdy wszystko sie dobrze przegryzło.. I te skrobanie resztek :)

A zupka rzeczywiscie wysmienita. Zasługa na pewno to kucharza, aczkolwiek inaczej smakuje potrawa gotowana dla dwóch osób, a inaczej dla 40 :).. No i zapomniec nie wolno o okolicznościach przyrody towarzyszących gotowaniu i spozywaniu...
ZUPA BYŁA BOSKA ! HOWGH ! :)
:) nic dodać nic ująć poprostu wspaniała i bardzo smaczna
:grin
TJ nie po raz pierwszy potwierdził swoje mistrzostwo w gastronomii wyspowo-ogniskowej. Efektem był \"gorący kociołek\", którego smak był niepowtarzalny. W innym wypadku, nie byłoby szans na tak szybkie opróżnienie tegoż kociołka, biorąc pod uwagę fakt, że temperatura powietrza była niewiele niższa od rzeczonej zupy. Chwała Ci Robercie. Zupce oczywiście też. :)
Zupa to bylo mistrzostwo swiata :grin
I musze powiedziec ze przepis juz w warunkach domowych wyprobowalem
Że zupka była pyszna - nie wątpię.
Ja z innej beczki. Zaintrygowała mnie otóż trzecia fotka od dołu. On taki duży, a z jakimś pluszakiem sypia? :eek
:grin :grin :grin
Kliwolit!, Artur! Toć TJ nic nie wspominał, że jakieś ptaszydło było potrzebne do tego kociołka, więc nie trzeba męczyć ptaszka, trzeba natychmiast puścić pawia i lecieć na sępa! na TJ-ową zupkę, kuna jak się naobglądałem to mi ślinka leci! Musiała być naprawdę przepyszna, dobrze, że choć fotki po niej zostały.
Ci co nie chcieli jej posmakować z nami niech żałują. Oby do końca życia im ślinka ciekła na samą myśl o niej :grin
Przepis przepisem, liczył się w tym przypadku czas i pora podania zupy. Myślę, że w tej kwestii TJ jest niekwestionowanym Mistrzem. (była zajebista)
Krzysiek - na Nocce to chyba Ty gotujesz? Pewnie z jakiegoś wildowatego dróbstwa? Oby tylko nie ze wspomnianego pawia! Podobno puszczyki nieźle reagują na imitację żabki...:grin
W przepisie Blanka? Roberta? brakuje mi opisu dodania 2 podstawowych składnków: weź 40 wygłodniałych mieszczuchów, zawieź ich na wyspę, dodaj wspaniałe 30 litrów zupy zanętowej i zamieszaj.... Wyniki będą rewelacyjne!!!

i tak było...
Ja z innej beczki...

Nic nowego. Ja myślę, że większość już się do tego przyzwyczaiła :grin
Pyszna zupka..... :grin Najbardziej to wcinałem oczywiście kiełbaski. :) Gratulacje za taką zupkę !!! Pierwszy raz pojechałem na Ptasią Wyspę, a tu mistrzowska zupa zanętowa, TJ\'owa, czy Ptasia... :grin
Zupka palce lizać :-)