Z niesłychaną radością przeczytałem tekst Hilarego o starych kołowrotkach oraz dyskusję w komentarzach pod artykułem. Ponieważ poza zainteresowaniami bibliofilskimi kolekcjonuję również stare kołowrotki podzielę się z Wami moimi skarbami ;-) Aby nie odbiegać zbytnio od tego co przedstawił Hilary posłużę się przyjętą przez Niego kolejnością.

Zacznę więc od konstrukcji niemieckich. Rileh Rex to poza znanym doskonale modelem 64 z roku 1976 również model o dwanaście lat starszy z inaczej składaną korbką i pięknym bakelitowym grawerunkiem ryby.

Ale i on nie dał początku rodzinie, bo starszy o kolejne siedem lat był Rileh Rex 57. Miał on bardziej opływowy kształt i rączkę składaną tak jak w modelu 64 rocznik 64. Posiadał Przełożenie 1:3,5 i masę 385 g. Wszystkie zaś Rileh Rexy wywodzą się od przedwojennego kołowrotka firmy DAM.

O Emte Forelle-II dodam, że miał on sympatyczną funkcję, a mianowicie na szpuli miał możliwość oznaczenia grubości nawiniętej żyłki.

Poza tymi kołowrotkami Germina produkowała jeszcze jeden model, który posiadam, ale nie jestem pewien czy nie jest to wspomniany przez Hilarego plastikowy Bambi.

Kołowrotki czeskie to przede wszystkim konstrukcje firmy Tokoz. O Stabilach, Reexie i Roenie nie mam jednak nic do dodania. Poza może faktem, że Reex był pierwszym moim kołowrotkiem o szpuli stałej, który dostałem od dziadka, kiedy miałem 7 lat. Pierwsze ryby złowione na spinning to właśnie jego zasługa.

Radzieckie Delfiny to ciężkie maszynki, mogące służyć przed laty przy gruntowych zasiadkach na suma czy karpia. I nikomu nie przeszkadzało, że nie miały wolnego biegu, szpuli do dalekich rzutów czy trzynastu łożysk. W późniejszych czasach radzieckie kołowrotki coraz bardziej przypominały zachodnie konstrukcje (vide kołowrotek Charków z tylnym hamulcem - w dolnym prawym rogu na fotografii), ale ich wykonanie było baaardzo niestaranne).

Kołowrotków polskich mam nieco więcej, więc poświęcę im więcej opisu. Nie posiadam wymienionych przez Hilarego Kormorana, Elwy, Skalara i SP-5. Poniżej za to prezentuję Mewę, Skalara Mini i Czaplę. Dodam, że mój Skalar Mini posiada inne przełożenie, niż to podane przez Hilarego, a mianowicie 1:3,2 i waży 265 g, Mewa zaś waży 320 g. Czapla ma przekładnię 1:2,8 i masę 275 g. Jej szpula mieści 200 m żyłki 0,25 mm i 150 m 0,30 mm.

Kolejną polską konstrukcją był produkowany przez Merę Pafal ze Świdnicy jest kołowrotek KW-31/11. Posiadał on metalowy korpus i przełożenie 1:2,8. Jeśli chodzi o masę to mam dylemat, bo posiadam dwa egzemplarze, z których jeden waży 200 g, a drugi 300 g.

Wspomniane przez Wifera kołowrotki Relax 3 i Relax 44 Specjal to maszynki wykonane z metalu. Obydwa posiadają przełożenie 1:3,6, a masę odpowiednio 275 g i 460 g. Na szpuli tego drugiego mieści się 180 m żyłki 0,30 mm i 135 m 0,35 mm.

Najbardziej znane wśród młodszych stażem spinningistów polskie konstrukcje to rodzina Prexerów: 1101, 1102, 1103, 1104 i 1110. Modele od 1 do 4 są podobne do siebie, mają metalowy korpus, natomiast 1110 to jakby kolejna generacja, wykonana z grafitu. Już od pierwszej wersji Prexery posiadały obrotową rolkę kabłąka i szpulę zdejmowaną przez naciśnięcie przycisu. Model 1110 posiada dodatkowo hamulec regulowany pokrętłem w tylnej części korpusu. Pierwsza generacja miała przełożenie 1:3,67, a 1110 nieco większe - 1:3,8. Ważyły zaś odpowiednio 330 i 275 gram.

Należy wspomnieć jeszcze o kołowrotku Dewar wykonanym z metalu i posiadającym masę 285 g i przełożenie 1:4,5.

Mam nadzieję, że wspólnie uda nam się zgromadzić jeszcze więcej informacji o starym sprzęcie wędkarskim, tak aby uchronić je od zapomnienia.

Zainteresowani mogą zajrzeć na założoną przeze mnie stronę poświęconą starym kołowrotkom dostępną pod adresem http://starekolowrotki.republika.pl (bez "www" na początku).

Paweł Kobyłecki *farios*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Paweł! Po pierwsze gratuluję artykułu! Nareszcie zaczynają się na WCWI integrować grupy zajmujące się tematami, które będą trwałym dorobkiem portalu. Ja kołowrotkami zająłem się przypadkiem. Moim głównyn tematem jest literatura i historia dot. wędkarstwa.Ty, wifer i piker (dzwonił, że dorwał kogoś, kto zbiera i posiada stare kręcioły. Obiecuje zdjęcia). Może z czasem ktoś zainicjuje inne tematy. Mnie chodzi o to, aby portal nie był tylko miejscem \"bicia piany\" i różnych \"ble, ble, ble\", ale swoistą \"encyklopedią wędkarskiej wiedzy. Mam też nadzieję,że również dołączy do nas JMK, który w końcu nie wytrzymał mojego wiercenia dziury w brzuchu i kupił sobie laptopa i teraz ćwiczy się w obsłudze. Jak się nauczy (ale to dłuuuga sprawa), to coś ciekawego napisze. Jeszcze raz dzięki za ciekawe info o \"kręciołach\". Pozdrawiam HJ
Poprawka. Jedno zdanie: Ty, wifer, piker itd... winno się kończyć ...z racji kolekcjonowania starych kołowrotków zajmiecie się starym sprzętem.
...miałem kiedyś takiego \"siwiutkiego\", znaczy \"starusieńkiego\", Delfinka podobnego do modelu z oznaczeniem 6... był prawie identyczny... z wyjątkiem dźwigienki, zapadki blokady obrotów wstecznych (czy jak to tam zwał... myślę, że koledzy wiedzą o jaki element mi chosdzi...) a reszta na \"oko\"... \"identiko\"... no może jeszcze oprócz tego, że był zielony... pozdrawiam...
Ten DDR tojest naprawdę Bambi, z czeskich świetne były jeszcze Tapy z skrzywioną szpulą.
Prekserów nie miałem ale z tego co widzę pierwsze były wzorowane na Szekspirach(spolszczone) a ostatni to prawie kopia Cardinala seri 750 z lat 74-76.
Świetny artykuł, kiedyś lata temu miałem Delfina, R. Rexa, Czaplę i Prexery 1104 i 1110 (ten 1110 był chyba jednak metalowy).
Witam Pawle, Hilary i całą resztę ferajny z pod znaku starego kręciołka.
Będę się powtarzał, ale muszę to powiedzieć. Bardzo mnie cieszy, że iskierka którą zapaliłem w lutym głosem na forum technicznym „kołowrotki PRL-u” przerodziła się w płomień i mam nadzieję, że będzie on płonął na WCWI jeszcze przez jakiś czas. Chciałbym jednak zauważyć, że ognisko tylko wtedy dobrze się pali gdy umiejętnie dorzuca się do niego drew w dodatku w jednym konkretnym miejscu. Warto więc było by stworzyć na WCWI jakieś konkretne miejsce z przeznaczeniem właśnie dla kołowrotka, w którym znalazły by się takie artykuły jak wyżej. Chodzi mi o to aby ktoś zainteresowany historią wędkarstwa polskiego miał wszystko w jednym miejscu i nie musiał ślepić po ekranie gdzie tu jest kolejna interesująca go zakładka. I jeszcze jedno małe sprostowanie – nie jestem kolekcjonerem sprzętu, choć uzbierało mi się kilkanaście starych kręciołków, ale większość to niestety prawdziwi weterani wypraw głównie spinningowych. Maszynki które mocowały się nie tylko z Sanowymi sumami ale przede wszystkim, były narażone na ekstremalne warunki pracy. Niestety nie wytrzymał tego żaden z nich. Nawet niemiecki tygrys jakim był RRex. Każdy miał jakąś słabostkę która skutecznie uwalniała z wędki sanowe potwory. To co mi zostało to swego rodzaju hybrydy. Z Delfinów , Czapli, Skalarów i czeskich Tokozów nie dało nic się zrobić, ale były 2 kołowrotki które po pewnej drobnej modyfikacji służą mi do dziś. Jeden to R.Rex i tu się wszyscy pewnie ze mną zgodzą. Kupiłem kiedyś 3 i złożyłem z niego jeden. Nie wiem czy pamiętacie R.Rexa z białą ceramiczną rolką prowadzącą. Mimo to że była - jest- osadzona na sztywno to doskonale się spisywała. Wielkim mankamentem w tych kołowrotkach była korbka która zużywała się w błyskawicznym tempie i sprężyny kabłąków. Normalny koszmar. No i ocierająca się szpulka o obudowę. Inną uciążliwością był sam ciężar zestawu, w połączeniu ze skróconym w celu usztywnienia kijem Tokoza 240 do 210.
Po pierwszej w sezonie wyprawie trzeba było z tydzień odpocząć bo ręka mało nie odpadła . Całość zestawu uzupełniała jeszcze żyłka 0,35 Stilon Gorzów i początkowo Alga 2 a potem rewelacyjny JAZ 2 prod. HRT. Ale wracając do kołowrotków. Drugim który zachował się w doskonałej formie z tamtych czasów jest taki czarny młynek z tworzywa o którym wiem niestety niewiele. Nie posiada nazwy na obudowie. Jeździłem za nim do Raciborza. Jego fotkę umieściłem właśnie we wspomnianej dyskusji na forum. Ktoś stwierdził że to KS-1 z czym nie do końca się zgadzam, ponieważ była to wersja zmodyfikowana czyli jeżeli już KS to 2. Kołowrotek ten ma niesłychanie prostą budowę. Można by wręcz powiedzieć że składa się tylko z obudowy z tworzywa, szpulki i korbki. Całość można rozkręcić i złożyć bez użycia narzędzi. (trochę przesadzam) . Ciekawostką jest sama szpula z przednim hamulcem całkiem nieźle działającym, bijącym R.Rexa na głowę. Podobnież bardzo dobrze była rozwiązana sprawa zamykania kabłąka przy pomocy jednej grubej sprężyny. Bardzo prosty mechanizm i aż dziw że nikt go nie skopiował do droższych modeli. Pawle nie zauważyłem tego modelu u Ciebie. Wadą była tragiczna rolka prowadząca, która po jednej wyprawie nadawała się do kosza. Dlatego wymieniłem ją z R.Rexa, właśnie na tą białą ceramiczną. Wielką zaletą w porównaniu z R.Rexem była jego waga, o wiele lepszy hamulec i korbka którą przełożyłem do R.Rexa. Tym sposobem z pięciu niedrogich (powiedzmy) kołowrotków złożyłem 2 które mają już na koncie swoje 25 lat pracy . Jasne że dzisiaj do spinningu już nie są używane, ale uwaga!, te maszynki nie miały żadnego kulkowego łożyska! Dzisiaj miałem w ręku nową OKUMĘ z 5-ma łożyskami. Wydawało by się że cacko, ale po bliższych oględzinach nie wzbudził wielkiego entuzjazmu jak na kołowrotek z XXI wieku. I tak się zastanawiam, czy producenci nie za bardzo koncentrują się na upychaniu łożysk, które tak naprawdę wiele nie wnoszą do komfortu pracy kołowrotka. Jestem w tym temacie trochę wyczulony, bo mam jeden taki z trzema łożyskami który odszedł do lamusa po sezonie. I jak to porównać z takim RRexem czy nawet plastikowym KS-x?
Dzięki Pawle za udostępnienie swojej kolekcji na WCWI. Mam nadzieję, że ta jedynka w nawiasie w tytule zaowocuje za jakiś czas dwójką javascript:ac_smilie(\':)\')
javascript:ac_smilie (\':)\') .
POZDRAWIAM
Witam kolegów
Aż łza się w oku zakręciła po oglądnięciu fotek, w końcu było nie było, już trzydzieści lat kręcę korbką i większość z tych kręciołów przeszła przez moje ręce. Naprawdę świetny temat :grin Muszę też poszperać w szafie, na pewno mam czeskiego \"stabila\" i nówkę sztukę, prawie nie używany. Poza tym powinienem mieć też radzieckiego \"oriona\" Pawle, jeśli jesteś zainteresowany to napisz a kliknę Ci kilka fotek :) Jeszcze raz gratuluję świetnego tematu. Pozdrawiam zoltan40
Mój dziadek miał Kilka delfinów (z dwu egzemplarzy na górze zdjecia). Co zima rozbierał je i z 4 - 5 robił 2 sprawne. Co ważne hamulce zawsze dokręcał na beton. I tak łowił swoje ulubione leszcze. Kiedyś wzięło mu coś większego i połamamło ruski teleskop. I tak hamulec dokręcał na beton, myślał pewnie, że szpula musi być mocno przykręcona. Dziadek mój zaraził mnie wędkarstwem. Teraz już 11 lat jak chodzi na ryby ze św. Piotrem :)
Ja zaczynałem 23 lata temu i moim pierwszym kołowrotkiem był Relax, który odmówił współpracy pod 1,5 kilowym leszczem. Potem miałem 2 czaple. Trochę później zachwycałem się lekkością Nixe\'a. A kiedy na zawodach wygrałem Rileh Rex\'a - chodziłem dumny jak paw. Miałem też Prexera 1110, który razem ze mną złowił pierwszego w życiu szczupaka. Potem nad Nidą ktoś sobie go pożyczył ode mnie i zapomniał oddać. Ech, zwykły sprzęt, wcale nie najlepszy, a tyle wspomnień... :roll :)
ile taki dewar jest wart bo mam taki sam jak na ostatnim zdjęciu
A co, adex333 Chciałbyś już zarobić ?
Jak bylby dużo wart to czmu nie
Jeśli jest wart grosze to sobie zatrzymam :)
Ten czwarty od góry to pierwszy z seri NIXE-S Germiny.Następna generacja była całkowicie plastikowa.Nie jest to w 100% BAMBI.BAMBI miałem i niezapomne tego do końca życia,niedość że za toto zapłaciłem i wystałem w kolejce to katowałem się tym przez całe dwa lata nad wodą.Nawet D*esate nie wymyśliłby lepszych tortur.Twierdze że ten kto tego czegoś w postaci BAMBI używał miał skłonności do samozagłady.