Na pasztet nadają się dowolne ryby choć oryginalny przepis dotyczył karpi. Moim skromnym zdaniem najlepszy jest z karasi lub z ryb mieszanych.

Oto składniki użyte do pasztetu z „wędkarskim” komentarzem:
- ryby różne (tusze) - 10 kg (pasztet ma być rybny a więc to jest baza)
- wątroba wieprzowa - 2 kg (nie ma pasztetu bez wątroby, sole i witaminy)
- podgardle wieprzowe - 1,5 kg (coś tłustego też jest w każdym pasztecie)
- pieczarki - 1,5 kg (dodatek smakowy)
- śliwki suszone - 1 kg (dodatek smakowy dodają nutę słodyczy i dymu)
- bułki suche - 6 szt. (lepiszcze do pasztetu, regulują konsystencję)
- jajka - 10 szt. (lepiszcze)
- sól, pieprz, papryka słodka, papryka ostra, gałka muszkatołowa (dodatki smakowe)
- włoszczyzna (do wywaru) - 1 opak.
- ziele angielskie, liść laurowy (do wywaru)
- wywar rybny do moczenia bułek (regulacja konsystencji)

Myślę, że będziecie umieli przełożyć proporcje do innej ilości ryb.

Potrzebny sprzęt:
- duży garnek do gotowania ryb (mój miał 15 l)
- mniejszy garnek do gotowania wątroby i podgardla
- patelnia lub rondel do duszenia pieczarek.
- duża miska (trzeba wymieszać ponad 10 kilo pasztetu)
- kilka mniejszych misek (przydatne w procesach pomocniczych)
- maszynka do mięsa z sitkiem zwykłym i pasztetowym (elektryczna trochę ułatwia robotę)
- duża deska do krojenia i ostry nóż, również mała szatkownica.

- Dwa wolne popołudnia ;-D

Przygotowanie:
Ryby skrobiemy z łuski, sprawiamy i odcinamy głowy.


Rybny surowiec

Do dużego garnka z wodą wkładamy włoszczyznę i przyprawy, stawiamy na gaz i zagotowujemy.


Typowe jarzyny jak do rosołu

Do wywaru wkładamy ryby i gotujemy na bardzo małym gazie kilka do kilkunastu minut.


Za chwilę będą gotowane

Sprawdzianem właściwego stopnia ugotowania jest możliwość wyciągnięcia płetwy grzbietowej. Ryby wyjmujemy z garnka i jeśli mamy ich więcej to wkładamy kolejna porcję do gotowania


Te gotowały się ciut za długo ale jeszcze są w całości

Teraz czeka nas najżmudniejsza część przygotowań a mianowicie musimy obrać rybie mięso od ości płetw skóry i innych niejadalnych rzeczy. W międzyczasie w osolonej wodzie gotujemy wątrobę.


Ugotujmy ją raczej mocno, do mniejszej ilości pasztetu możemy użyć wątróbki drobiowe

W kolejnej przerwie od obierania ryb możemy ugotować w osolonej wodzie podgardle wieprzowe.


Doskonałe podgardle poprzerastane mięskiem, idealne do każdego pasztetu

Oto część rybiego mięsa już pozbawiona niejadalnych elementów.


Bywa, że jakaś mała ość zostanie ale maszynka na pewno nie przepuści jej w całości

Pieczarki musimy posiekać


Bardzo przydatna jest mała szatkownica

Następnie dusimy je na patelni z dodatkiem niewielkiej ilości tłuszczu tak długo aż przestaną być surowe.


Na raz wszystko nie weszło

Zostało nam jeszcze tylko namoczyć we wrzątku suszone śliwki


Wrzątku wlewamy tyko tyle by część śliwek jeszcze wystawała

W tym momencie robotę możemy przerwać do dnia następnego a półprodukty umieścić w chłodnym miejscu.

Drugi trudny etap w robieniu pasztetu to mielenie, potrzebne nam będą dwa sitka do maszynki jedno normalne i drugie pasztetowe


Warto się zaopatrzyć w komplet różnych sitek do maszynki

Ja zaczynam od normalnego sitka bo łatwiej i szybciej się mieli.


Przy mieleniu ryby warto ze dwa razy rozkręcić maszynkę i wywalić nagromadzone ości

W trakcie mielenia staram się wkładać przemiennie różne produkty np. kawałki wątroby która jest sucha i ciężko się mieli przekładam tłustym podgardlem. Takie postępowanie podczas mielenia ułatwia później wymieszanie pasztetu.


Mozaikowatość świadczy o przemiennym mieleniu różnych produktów

Wywar pozostały po gotowaniu ryb cedzimy, wybieramy jarzyny - możemy je przeznaczyć do sałatki. Bardzo dobra jako dodatek do pasztetu. W części wywaru moczymy suche bułki, z pozostałego wywaru możemy zrobić pyszną zupę rybną


Po namoczeniu bułki odciskamy z nadmiaru ciecz)

Bułki mielimy i dodajemy do reszty produktów. Raz zmielona masę przyprawiamy solą i przyprawami


Proste przyprawy są najlepsze

Mieszamy całość bardzo dokładnie kilka razy próbując smaku. Ja zawsze przyprawiam aż do lekkiego „przepieprzenia i przesolenia” jak się upiecze będzie w sam raz. Na koniec do wymieszanej i doprawionej masy wbijam jajka i jeszcze raz dokładnie mieszam. Teraz w maszynce zmieniamy sitko na pasztetowe i całą masę przepuszczam przez maszynkę. Wszystko mamy idealnie zmielone i równomiernie wymieszane.

Formy do pasztetu smarujemy tłuszczem, posypujemy tartą bułką i napełniamy masą pasztetową.


Starajmy się we wszystkich foremkach zachować tę samą grubość pasztetu

Pieczemy w piekarniku w temperaturze 180-200 st. C przez około 60 minut.

Własnoręcznie dla KOS-owiczów upichcił - Jacek Andrzej Jaros *J_A_J*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Ojkurnachata.... zalała mi się klawiatura! Tak mi pociekło :roll Wkład pracy Twojej, też był wyczuwalny wyraźnie w smaku tego pasztetu. Dziękuję jeszcze raz Jacku i Pozdrawiam ;)
Spadaj, psiakrew, nie denerwuj smakoszy! W czasie czytania przełknąłem chyba z pół szklanki śliny! :) ;) Pozdrawiam kordialnie - HJ
Mmmmm, rozmarzyłem się :grin ! Przepis został wydrukowany i przekazany w ręce mojej małzonki z poleceniem natychmiastowej wykonalności ;) ... Dziękuję Jacku :) !
Jacku, jako ze jeden z uczestników KOS-u przemycił dla mnie fragment owego pasztetu ( dzięki jeszcze raz! ;) ), doskonale wiem o jakim Przysmaku rozmawiamy! Cóż, zanim sam zrobię podłączam się do Wieszaka, skoro u niego już proces produkcji w toku :)
Wielkie dzięki za przepis!
O patrz Wieszak pamietam jak \"zapoczątkowałes\" na WCWI zasade C&R jak pisałeś że wszystkie rybki wypuszczasz, że ich nie jadasz i jak krytykowałeś innych jak nieprzestrzegali własnie tej zasady. A tu zlecasz wykonanie tej potrawy do której potrzeba troszke ryb małżonce :) to ja już nic nierozumiem.
Jeśli Wam powiem, że to był najcudowniejszy i najpyszniejszy pasztet jaki kiedykolwiek w życiu jadłem, to nie będzie ani grama przesady. A trochę różnych pasztetów w życiu to się miało ;)Niebo w gębie! Założę się, że gdyby Bogowie na Olimpie spróbowali Jackowego pasztetu, to na ambrozję ani by patrzeć nie chcieli!
Krzysiek (Kosa) zauważyłem, że ostanio dość szczególnie namierzyłeś się na nowe \"hobby\" - wyszukiwania na WCWI \"kto ile zjada ryb\" zwłaszcza jeśli wcześniej deklaruje, że wypuszcza. To Twoje zajęcie jest niestety bez przyszłości... A to choćby dlatego, że ryby są dostępne w handlu - o ile Ci wiadomo. Wielu z nas złowione ryby wypuszcza, choć w ogóle rybie mięso spożywa. Sam to robię czasami, choć za rybami zwłaszcza słodkowodnymi, nie przepadam.
Tak, takie mam ostatnio hobby, choć by dlatego że szlak mnie trafia jak ktos uczepi sie biednego człeka że zabrał rybe do domu a potem sam pisze że jadł ryby. I nie widze sensu karcic kogos że zabrał jednego szczupaka do jedzenia. A tak niestety sie dzieje. To i ja stane sie taki upierdliwy i bede wszystko wytykał. Wkroczysz miedzy wrony kracz jak one.
O ile pamiętam, to się Sławek nigdy nie zarzekał nie jedzenia. Krzysiek, a tak w ogóle to przesadzasz z tym wyszukiwaniem naszego \"czepiania się\" ludzi za jedną rybę. Jeśli już, to zwracamy uwagę na słabe prezentacje zdjęć.
Tj nie mam zamiaru sie kłocić, wg mnie nie każdy jest artystą nie każdego stać na dobry aparat a pochwalić kady sie chce. Chciał bym tylko żeby każde zdjęcie było oceniane sprawiedliwie, zaprzeczysz że tak nie jest ?
@Kosa: Miło mi sie zrobiło, że przypisałeś mi tak zaszczytną rolę ambasadora C@R na WCWI. Niestety, z bólem serca uprzedzam, że niezasłużenie... Faktem jest, że wypuszczam większość złowionych ryb (nigdy i nigdzie nie pisałem, że wszystkie), ale też nie mam oporów przed walnięciem w łeb ryby, na którą mam ochotę. A ponieważ mam u teściów staw (o którym, też zapewne niejeden raz wspominałem), który stanowi dla mnie rezerwuar mięsiwa różnorakiego autoramentu (są tam sumy, szczupaki, karpie, karasie i cała masa innych ryb), to zazwyczaj ograniczam swoją chuć na rybie białko, albo konsumując produkcję z tego stawu albo idąc do sklepu rybnego, gdzie szukam na półkach czegoś, co wcześniej pływało w słonej wodzie :), incydentalnie zabierając coś, co wcześniej pływało w słodkiej. Zapewniam Cię także, że z uwagi na powyższe, w mojej zamrażarce znajduje się wystarczająca ilość ryb, aby taki pasztet przygotować :).

Jesteś jednak kolejną osobą, który myli podstawowe pojęcia...
Wytyczne C@R (którego tłumaczenia jestem współautorem) przede wszystkim skupiają się nie na samym zjawisku C@R, lecz na sprawach istotnych z punktu widzenia przeżywalności ryby. Każdy z nas wypuszcza ryby (niewymiarowe bądź złowione w okresie ochronnym) i tekst ten miał w zamierzeniu uzmysłowić wędkarzom, jak należy wypuszczać ryby! Uważam, że to jest zasadnicza różnica i prosiłbym Ciebie, abyś spróbował dokładnie przeczytać ten tekst i nie dokonywał jego nadinterpretacji. To samo dotyczy komentarzy w galerii… Wystarczy nieco tylko wysilić swój umysł, aby zrozumieć, o co mi chodzi podczas komentowania. Podpowiem… Na pewno się nie czepiam :grin .
Jeżeli Cie urazilem to sorki, o C&R i jego wytycznych można by sie spierać i spierac, ale trzeba tez uszanować to, że niekażdy wyznaje tą zasade, a portal jest otwarty dla wszystkich.
Szkoda Krzysiu, że piszemy tutaj, pod świetnym tekstem (przepisem) Jacka. A propos, takiego przepisu nie powstydziłby się nawet najlepszy portal kulinarny (prawda Miętusie? ;) Do doskonałości brakuje mu tylko pierwszej foty z pieknie pokrojonym pasztetem, ale tę widziałem w zbiorach nadsyłanych przez \"KOS-iarzy\" :)

Co do sprawy C&R widzę, że zaczyna Ci świtać, więc jest szansa, że chociaż Ciebie \"naprostyujemy\" i nie chodzi o namawianie, a na delikatną sugestię, która pozwoli Ci zrozumieć. ZAWSZE piszemy, tak jak napisał Wieszak, że C&R obowiązuje wszystkich, którzy złowią ryby w Polsce i gdzie indziej, bo jeśli obowiązuje prawo, to należy go przestrzegać. A prawo m.in. nakazuje własnie delikatne obnoszenie się z rybami, których zabrać nie można! Chcemy tylko tego na portalu. Zasada C&R jest rozciągana, na ryby, które niektórzy z nas w dobrej wierze uwalniają, choć moga zabrać do garnka. Są to m.in. zasady takiego uwolnienia, żeby ryba miała szansę. Staram się o tym pamiętać, choć nie jestem doskonały. Jeśli złowi mi się szczupak 50-60 cm na dużą przynętę, często zaczepia się za łuki skrzelowe. Przy wyhaczaniu ryba krwawi jak zarzynany prosiak. Wtedy nie wiem jakbym chciał, ta ryba nie ma szans na przetrwanie. Niestety zabieram ją do domu, a inne wypuszczam, bo zależy mi na oszczędzaniu ryb dla siebie samego i dla Was, żeby było co połowić w przyszłości. Zamieniam przynęte na mniejszą lub rezygnuję z wędkowania jeśli stytuacja się powtarza. Ot całe C&R. Tu nie ma żadnych czarów i narzucania, potrzeba odrobina zrozumienia, a Ty Krzysiu jesteś na dobrej drodze :)
Eeeeech... Ale żeś mi smaku narobił, Jacek!
Aż ciężko doczytać do końca ten przepis...
Na pewno z niego niebawem skorzystam, a opinię po konsumpcji wyrażę niezwłocznie :)
TJ od czasu kiedy na portalu Wędkocholik puszczał swoje teksty z karpiami i duzo kometarzy pod moimi artykułami C&R wkroczyło w moje życie, wypuszcam ryby i to znaczną ich część te większe także, nie powiem że wszystkie bo czasem zdaży mi sie zabrać jakąś do domu. Mineło już pare lat, wiem że duzo lepszy skutek ma wypuszczenie ryby nawet jezeli już nigdy jej niezłapiemy, wiem też z moich nadwodnych obserwacji że dużo osób niestosuje się do tej zasady a niektórzy nawet o niej niesłyszeli, nie mam do nich pretensji bo sam kiedyś niemiałem o niej zielonego pojecia :)
Mam w zanadrzu jeszcze kilka przepisów na potrawy z ryb, jak zdarzy się okazja to napiszę.

Cieszę się, że mogłem Was czymś zaskoczyć i niech Wam będzie na zdrowie
Wygląda, smakuje i pachnie wybornie. Palce lizać dzięki Jacku po raz kolejny rozpieściłeś nasze podniebienia i zadbałeś o nas. A mam pytanie ile taki pasztet może leżeć w lodówce ???
Zrobiłem kiedyś podobny wyrób z ryb morskich. Oczywiście w ilości przeznaczonej dla rodziny a nie dla batalionu komandosów WCWI. Ludzie!! Poezja!! :grin
Pyyychota. :) Na KOS\'ie schodził w ekspresowym tempie. Chlebuś z tymże specjałem plus ogóras rządził wśród polowych dań. Raz jeszcze dzięki Jacku za tą kulinarną niespodziewajkę i oby następna była równie pyszna. ;P
Chciałem coś dodać, ale Wujek Piotrek mnie wyprzedził. No to może jednak; w drodze powrotnej z KOS-u zajadałem się nim z gwinta :grin
No, no... I mnie ruszyło. Przyznam się, że nie do końca \"widzę\" smak pasztetu z ryb, ale niewątpliwie spróbuję aby mieć własne zdanie. Ale to na marginesie... Czoło zaś chylę na tyle nisko jak mi tylko pozwala schorowany kręgosłup, nad całością tego przepisu, okraszonego fantastycznymi fotami. To mistrzostwo świata. Nie ma takiej książki kucharskiej, która mogła by się równać z Twoją prezentacją kolejnych kroków na drodze do pełnego, pasztetowego sukcesu. Rzekłem... :-)
Po prostu miód, malina. Jeszcze raz gratulacje za całość.
Jutro idę na ryby :grin Będzie pasztet ;)
Słyszałem o Jacka wyczynach kulinarnych i mogę sobie wyobrazić jak smakuje! ;) Czasem jesienią zabiorę kilka sztuk białorybu i na Święta Bożego Narodzenia gotuje zupę rybną. To właśnie te ryby słodkowodne dają cały smak. Resztę \"zagęszczam\" zmieloną rybą słonowodną. I nie ma nic złego w przyrządzaniu potraw z ryb. Bo można zabrać rybę z łowiska(oczywiście z umiarem), można kupić morską, można też jak wieszak złowić ją w prywatnym/własnym stawie. Też mam możliwość łowić w stawie ogromnym, gdzie jest dużo szczupaka i sandacza. I w takim stawie panują inne warunki, prawa o których tu nie trzeba pisać.
Mam jednak wątpliwości co do zamieszczania takich przepisów na forach wędkarskich :roll Teraz jeszcze mamy okres Komunii Świętych...... Może \"bractwo\" ruszyć nad wodę! Na stół trafi rarytas a w kieszeni złotówek zostanie. A to dobrze nie rokuje dla naszych \"średnio rybnych\" wód.
Nie chcę żeby ktoś to odebrał jako czepianie się. To takie moje spostrzeżenie, które również wyraziłem pod którymś wcześniejszym przepisem.
Jeżeli myślisz że jesteś w stanie nałowić za jednym wyjazdem odpowiednią ilość ryb w odpowiednim wymiarze to daj Ci Panie Boże. Łowiliśmy w pięciu od marca a i tak dwa duże karpie są ze stawów.
mottle
\"A mam pytanie ile taki pasztet może leżeć w lodówce ???\"

Około tygodnia. Jeżeli zrobimy więcej to spokojnie możemy podzielić na porcje, zamrozić i wyjmować pojedynczo.
Nie zastanawiam się czy jestem w stanie nałowić odpowiednią ilość bo nie będę robił nigdy aż 4 blach pasztetu. Ale jest to możliwe. Czasem zdarza mi się na moim odcinku Wisły nałowić kilka kilo drobnicy(leszczyki, krąpie, certki, płotki, jakiś jazik, klenik)Można to okrasić jakimś szczupakiem. Będzie na pasztet? Wystarczy dokupić karpia za kilka złotych. Tanio, smacznie i przyjemnie.
A czy w odpowiednim wymiarze? No właśnie, pomyśl. Zapewne nie jeden będzie brał co idzie bo i tak się przemiele na pasztet(gdzie indziej na kotlety)To mam na myśli pisząc, że mam wątpliwości co do zamieszczania takich przepisów.

Nie jest tak, że cała mięsiarska Polska przegląda ten czy inne portale i zaraz ruszy nad wodę. Ale jestem pewien, że X moczykijów wybierze się po rybkę na pasztet ;) I rybostan się uszczupli z pewnością....... Nie idzie mi w parze C&R i przepisy kulinarne. Uważam, że jak uczestnicy KOS-u spróbowali i im zasmakował to można było rozesłać zainteresowanym na priv. Tylko tyle ;)
Olo, nie przesadzaj, jest mnóstwo przepisów na rybne smakołyki w internecie i różnych książkach. Chwali Ci się troska o rybostan naszych wód, ale chyba nie sądzisz,że po ukazaniu się niniejszego przepisu Jacka na owy pasztet gawiedź tłumnie ruszy nad wodę, celem zdziesiątkowania rybostanu na pasztet. Wszystkich KOS-iarzy znam doskonale, a i mnie samemu by się nie chciało bawić w takie robótki. I za to cenię Jacka, Jemu się chce i robi do doskonale. Kto z reguły nie zabiera ryb, ten będzie to robił dalej :grin
Jeśli Olo w Swojej trosce o rybostan naszych wód tak się zamartwił to OK!Ja ze swojej strony zapewniam że po przeczytaniu Jackowego Menu a-la KOS pojechałem do Carrefoura i kupiłem potrzebne składniki :grin Tak że polski rybostan nie uległ zmianie ;) Ale pachnie,dzięki Jacku za wenę :grin jutro powiem coś o smaku,jak mi się upiecze ;)
Jeszcze raz tłumaczę, że nie mam nic przeciwko Jacka pasztetowi, który przyrządził na spotkanie KOSu!!! Sam bym chętnie takiego rarytasu skosztował gdybym miał okazję, bo lubię dobrze, smacznie zjeść. NIE MAM TEŻ NIC PRZECIW OSOBIE JACKA (co mi zarzucił w prywatnej wiadomości aby nie prowadzić polemiki pod artykułem i co mu również prywatnie wyjaśniłem) Uważam tylko, że takie portale, fora czy inne media powinny promować uwalnianie większości złowionych ryb. To jeden ze sposobów dla odbudowy chujowego rybostanu w naszych wodach.

Bodzio kupił sobie rybki w markecie, wieszak może złowić w prywatnym stawie. Ok! Tyle że Kowalski(nie Jerzy czy Marian), Nowak(nie Witek) czy wielu jak to się mawia \"statystycznych Polaków\" zachce nałowić rybek samemu :grin

Takie jest moje zdanie i go nie zmienię. Nawet jeśli odrobinę przesadzam. To tyle bo niebawem zmykam na pstrągi. Życzę wszystkim aby nadchodzący dzień był miły i przyjemny. Życzę też Pogody Ducha, bo aura nie będzie chyba sprzyjała.
8)
Olo udnych połowów życzę :) A co do marketu to zaje.....e czasu nie mam,a tak tylko 3h!Pzdr
Profesjonalny artykuł. Więcej takich (oczywiscie nie tylko dań rybnych) autorstwa Jacka można znaleść na kulinarnych portalach.

Jako jeden z tych który dostarczył ryb na pasztet, znający koszt dodatków niezbędnych do odpowiedniego smaku i uczestnik KOS który pokosztował specjału jestem spokojny o to że mięsiarze nie uznają \"pasztetu KOS\" za danie główne :)

\"Uznanie w Polsce\" (a przynajmniej w Małopolsce) mają weki/twisty na bazie octu z wszelakiej ryby, najlepiej takiej która zmieści się pionowo pomiędzy denkiem a zakrętką słoika. Ten konfidecjonalny ton: \"Wiesz Pana, idealne pod zagryche\', pewnie to znacie znad wody.

Jacka przepis odbieram jako pisanie dla grona znajomych, kolegów z WCWI, znających umiar i możliwości naszych wód, promujący wyrafinowane dania, no i nawiązujący do niedawnego spotkania.

Jako leniuszek raczej się nie pokuszę o zrobienie pasztetu, ale dobrze się czuję mając alternatywę od dorsza/morsczuka z marketu jakiego sobie serwuję raz w tygodniu dla zdrowia i urody :grin
Potwierdzam znakomitość Jacusiowego paszteciku :))
Normalnie palce lizać !
Mniam, mniam