Ostatnio wziąłem się za porządki w mojej wędkarskiej szafie. Z lekkim zdziwieniem odkryłem sporo, prawie już zapomnianego przeze mnie, osprzętu do metody gruntowej. Wydawało mi się, że wszystko co miałem z akcesoriów gruntowych wywiozłem na działkę, bo ostatnimi czasy tylko tam bawię się w gruntówkę. Jednak na najwyższej półce, głęboko i daleko od linii wzroku uchowało się jedno pudełko.

W środku gruntowy standard: ołów wszelakiego kształtu i masy. I oliwki i baryłeczki, i jakieś ośmiokątne sztabki, poza tym typowe śruciny i taśmy. Były tam olbrzymie ciężarki jak i tyciuteńkie ołowiowe paproszki.

Oprócz tego złomu, przestrzeń pudełka wypełniona była solidnymi przyponami z żyłki „40-ki” (kiedyś to była cieniutka przyponówka…), haczykami małymi, dużymi i takimi długimi, z dodatkowymi zadziorami mającymi na celu zapobiec zsuwaniu się robali. Całość dopełniały drobiazgi typu kółka, karabińczyki i agrafki. Sam nie wiem czy je kiedykolwiek wykorzystałem przy gruntowaniu.

Nie wspomniałem tu o tzw. sygnalizatorach. Wśród akcesoriów znalazły się dwa dzwoneczki srebrne i nawet jeden „złoty”. Nie pamiętam czy kolor miał wpływ na skuteczność dzwonienia, ale kiedyś mi się pewnie wydawało, że tak. W innym przypadku niby po co gromadził bym dzwonki w różnych kolorach?

I tu dochodzimy do sedna. Otóż było tam jeszcze coś, co skłoniło mnie do napisania Wam o tym. To owo małe, okrągłe „coś” to była… zakrętka od słoika typu „twist”. Myślę, że dla większości Kolegów to przedmiot o tyle enigmatyczny, co nie mający związku z wędkarstwem gruntowym. A jednak… Pokrywka ta, to kolejny sygnalizator brań, jaki znalazłem w swoim zabytkowym już prawie pudełku. Tym, którzy do tej pory nie spotkali się z takim „cudem techniki” postaram się przybliżyć jego działanie.

Zakrętki takie wykorzystywało się kiedyś jako sygnalizatory brań przy połowie węgorzy z falochronów otaczających nabrzeża w Gdyni. Było to na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego stulecia (ależ to brzmi…), a działało mniej więcej tak. Po zarzuceniu wędki, kij opierało się o falochron pod kątem ok. 45 stopni. Falochron tamtejszy to taki jakby gruby mur sięgający wysokości ok. 1,5 m. Grzbiet falochronu, czyli jego poziome zwieńczenie, to jakby „blat” o szerokości ok. 60 cm. Mam nadzieję, że sobie to można wyobrazić.

A zastosowanie zakrętki było następujące. Obracało się ją „do góry nogami”, ostrym narzędziem nacinało blachę w kształcie litery „V” i odginało naciętą blachę od miejsca styku dwóch ramion litery „V” w kierunku ich rozejścia się. Po takim wygięciu powstawało coś w rodzaju haka. W zależności od potrzeb, wypełniało się taką nakrętkę niewielką ilością płynnego ołowiu, co zapewniało nam większy ciężar zakrętki, a jednocześnie zmniejszało jej czułość. Chodziło tu o zmniejszenie czułości po to, aby taki sygnalizator nie reagował na ruch fal morskich, ale tylko na agresywne, dynamiczne brania ryb. Po wypełnieniu ołowiem, nasz sygnalizator był gotowy do użycia.

Kiedy wędka była już zarzucona i kij stał oparty o falochron, wyciągało się trochę żyłki między przelotkami znajdującymi się powyżej „blatu” falochronu. Żyłkę tę zahaczało się za zaczep (hak) w zakrętce i odciągało się tę zakrętkę na odległość 40-60 cm od wędki. W wypadku brania, a te bywały zawsze bardzo agresywne, żyłka zaczepiona o zakrętkę powodowała jej nagłe i bardzo szybkie przesunięcie po powierzchni „blatu” falochronu. Metalowa zakrętka przesuwająca się dynamicznie po chropowatym betonie wydawała niewiarygodnie ostry dźwięk. Gwarantowało to błyskawiczną reakcję wędkarza i natychmiastowe zacięcie ryby. Jak to się mówi – potrzeba matką wynalazku.

W dzisiejszym świecie, gdzie funkcjonuje tyle elektronicznych patentów, taka zakrętka od twista, chyba nie miałaby szans na „wynalezienie”. Cóż kiedyś, metody były proste, ale niezwykle skuteczne. Przyznacie, że sam pomysł takiego sygnalizatora, dzisiaj wywołuje uśmiech na twarzy… Ale jak to miło powspominać!

Pozdrawiam w sentymentalnym nastroju
Jacek Wróblewski *Jacek*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Coś mi nie \"pasi\" z tą zakrętką :?
O ile mnie pamięć nie myli to słoiki typu \"twist\" są do dzisiaj takie same i zakrętki też mają takie same jak kiedyś. Pewnie chodzi Tobie o inny rodzaj zamknięcia słoików, mianowicie blaszany dekielek z gumową uszczelką zapinany za pomocą specjalnej obejmy z blachy na takiej kryzie słoika. Po rozpięciu zarówno słoik jak i zamknięcie nie nadawało się już do niczego. O, przepraszam, słoik mógł służyć jako pudełko na robaki :) .
Nie bardzo rozumiem co Ci nie \"pasi\". Chodzi mi dokładnie o zakrętki od słoików typu \"twist\" :)
No to mi nie \"pasi\".
\"małe, okrągłe „coś” to była… zakrętka od słoika typu „twist”. Myślę, że dla większości Kolegów to przedmiot o tyle enigmatyczny,\"
Jak owa zakrętka od trzydziestu lat jest taka sama to dlaczego dla większości jest przedmiotem enigmatycznym? Myślałem, że masz na myśli zamknięcia które ja opisałem bo takich zamknięć \"młodzież\" nie zna.
Najlepiej zrób zdjęcie tego co znalazłeś w szafie to się wszystkiego dowiemy :)
Coś Wiesiu technologia Cię przerosła :grin
Widywałem takie wynalazki dawno temu, może dlatego dla mnie opis zastosowania jasny i oczywisty.
Swoją drogą ciekawe, jak dziś zareagowaliby młodzi ludzie na falochronie na widok takiego sygnalizatora. :x
Nie przerosła, jeśli przyjąć, że TAKI sygnalizator jest ENIGMATYCZNY to wszystko \"pasi\"
Widziałem też inne \"sygnalizatory\" np. buteleczka \"ćwiartkowa\" przy łowieniu na żywca z łódki.
Wiechu, ale o co Ci tak naprawdę chodzi? Gwarantuję Ci, że używałem takiego patentu i dla mnie jest to sprawa oczywista jak na tamte czasy, a samo słowo \"enigmatyczny\" oznacza tyle co zagadkowy... No więc co Ci tu nie pasi? Nie wiem. Zadaj konkretne pytanie a ja postaram się na nie odpowiedzieć... :)
...po przeczytaniu powyższego i ja luknąłem do szuflady biurka... i też odkryłem pewien nieśmiertelny i ponadczasowy nieodzownik wędkarski, zapomniany z ubiegłego sezonu..., i też swego rodzaju sygnalizator... będzie jak znalazł na otwarcie sezonu! :grin :grin :grin :grin :grin
Jacku, wszystko jest w najlepszym porządku, nie zrozumieliśmy się a raczej ja niedokładnie zinterpretowałem tą \"enigmatyczną zakrętkę :) .
Powinienem od razu przyjąć, że chodzi tu o stary patent a ja przyjąłem, że chodzi tu o starą zakrętkę :( .
Przepraszam za zamieszanie jakie wywołałem :(
Dzwonki w różnych kolorach mogłeś gromadzić z tego powodu co ja,a mianowicie wydawały różny dźwięk.Było to o tyle istotne,że gdy odeszło się od wędek(np.za potrzebą),a stały one w pewnej odległości od siebie człowiek wiedział (po różnicy dźwięku) do której wędki ma biec bez zapalania latarki.
Też mam jeszcze takie dzwonki, może nawet kiedyś spróbuję ich uzyć :)
Różne patenty w różnych stronach wymyślili wędkarze. Twoja nakrętka Jacku przypomniała mi dawny patent na ciężarek do połowu karpi. Po zbudowaniu zalewu i wpuszczeniu tam karpi po roku czy dwu latach nastąpiło otwarcie.
Na początku karpie brały jak oszalałe a potem odeszły na środek zalewu. Jak ktoś chciał zwykłym zestawem gruntowym rzucić to mu przynęta spadała. Wynaleziono kapsel z dziurką pośrodku w dziurce krótka rureczka i to zalane do połowy wysokości kapsla ołowiem. kapsel z ołowiem zawsze opadał denkiem do dołu, szybował daleko a z rurki wystawał do góry hak oblepiony twardym ciastem. Nie trzeba było dużego zamachu ołów i tak szybował daleko.
jeśli masz jakies kolowrotki z dawnych czasów i chcialbys je sprzedac/oddac czekam na kontakt :) wiciu211@wp.pl