List otwarty do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi

W związku z ciągle pogarszającą się sytuacją rybostanu w naszych akwenach, Lake Fishing Club wysłał do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi apel w formie listu otwartego. Liczymy na podjęcie działań mających na celu zatrzymanie degradacji naszych wód i naprawę obecnego stanu rzeczy.
Oto nasz list:

Warszawa, dn.13.07.2006r.

Lake Fishing Club
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi


 

LIST OTWARTY

Zwracamy się do Pana Ministra w sprawie sytuacji jaka panuje w gospodarce rybackiej na polskich wodach śródlądowych. Stan gospodarowania wodami i zasobami rybnymi jest w stanie tragicznym. Jezior mamy więcej niż niejedno państwo europejskie. Rzek też nie brakuje. Tylko ryb w nich jakoś w ostatnich latach drastycznie ubyło. W niektórych wodach jest prawdziwa tragedia. Część gatunków jest zagrożona, w tym również te, które niedawno były pospolitymi rybami naszych wód. Nawet tak pospolite watahy uklejek pływające przy powierzchni, jakoś dziwnie zniknęły. Niektóre wody wyglądają jak pustynie. Obraz jest przerażający i porażający. Nikt jakoś nie troszczy się o rybostan w Polsce, bo co kogo obchodzi jakaś tam rybka. A tym czasem gatunków zagrożonych przetrwaniem przybywa i niedługo może się okazać, że uklejki, a nawet jazgarze znajdą się w czerwonej księdze. Nie jest to przesada, a realne zagrożenie, przy tak przyspieszającym ubywaniu ryb z akwenów. Trzeba koniecznie zastanowić się nad przyczynami tego stanu rzeczy i zacząć konkretnie naprawiać ten niekorzystny stan rzeczy.

Chcemy w tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, że nasze wody z ich zasobami, to bogactwo i dziedzictwo narodowe, które nie może być niszczone i degradowane. Rybactwo musi być zredukowane do sensownych rozmiarów, a kłusownictwo wyrugowane. Proces ten nie jest wykonalny z dnia na dzień, ale jest konieczny. Dziś już widać gołym okiem skutki niszczenia wód i rybostanu, choćby w nadmiernym rozwoju glonów, zatrutych cieków i bezrybnych pustyń oraz zamykanych plaży.

W wielu krajach zauważono, że obroty finansowe z turystyki, wędkarstwa, wczasowiczów i weekendowiczów nad wodami, pozawalają na zdecydowanie większe dochody ludności i państwa od dochodów z rybactwa. Sprawa jest tym bardziej warta zainteresowania, że w dużej części dotyczy obszarów o największym bezrobociu. Jednak by u nas turystyka wędkarska mogła się rozwijać, musimy mieć czyste, zasobne w ryby wody, a to zaś jest uwarunkowane wieloma względami. Nad akweny brudne bez ryb nikt nie przyjedzie. Nie przyjedzie wędkarz zagraniczny, nie zostawi dewiz, jak nie będzie szans na złowienie okazu. Wędkarze stanowią pokaźną grupę społeczną i zostawią rocznie wiele milionów złotych, tylko trzeba ich czymś zachęcić, przyciągnąć. Po co mają jeździć i zostawiać pieniądze w Skandynawii, Francji Hiszpanii itd. Nikt nie przyjedzie na brudne, zaniedbane plaże, leżące nad zanieczyszczonymi, obfitującymi w glony bezrybne wody.

Zmiany są konieczne i wiele zależy od Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Naprawa obecnego stanu rzeczy pozwoli z pewnością w pewnym okresie czasu odnowić rybostan wód i doprowadzić do pierwotnej równowagi biologicznej. Dziś rybactwo w wodach bezrybnych powoduje tylko dalsze ich wycieńczanie, prowadzące do upadłości firm i wywołujące różnego rodzaju patologie. Niektóre zmiany można przeprowadzić w bardzo krótkim czasie i nie trzeba do tego jakiś dużych środków, a czasem żadnych.

Podstawowymi niekorzystnymi zjawiskami, nieprawidłowościami i patologiami jakie według nas przyczyniają się do stałego pogarszania sytuacji, są:

1. nadmierne sieciowe przełowienie wód,
2. brak jakiejkolwiek kontroli odłowów, zarybień i faktycznego stanu zasobności wód,
3. niszczenie narybku elektrycznymi narzędziami połowowymi,
4. bezkarnie panoszące się kłusownictwo i to zarówno dokonywane w majestacie prawa, jak i całkowicie bezprawne,
5. brak prawidłowej struktury zarybieniowej,
6. wpuszczanie do wód obcych gatunków,
7. poddzierżawianie wód powodujące patologie,
8. stosowanie melioracji jako złotego środka na powodzie oraz odwadnianie pól i łąk,
9. spływające do wód środki nawozowe i ochrony roślin oraz przedostawanie się do wód ścieków bytowych i przemysłowych,
10. kwaśne deszcze powodowane brakiem oczyszczania spalin przemysłowych.
11. bardzo niskie i mało dotkliwe kary za wykroczenia i przestępstwa,
12. przestępstwa uznawane i traktowane jako wykroczenia oraz za małą szkodliwość społeczną,
13. przepisy nie przystające do rzeczywistości,
14. lobby rybackie trzymające pseudo interes rybaków, bez właściwego dbania o ochronę ryb, co ma niewątpliwy wpływ na jakość tworzonego prawa,
15. zbyt mała ilość strażników PSR i słabe ich wyposażenie,
16. zbyt liberalne prawo odnoszące się do ilości połowowej, okresów i wymiarów ochronnych,
17. bezmyślne niszczenie miejsc naturalnych tarlisk,
18. bezmyślne stawianie śluz, tam, bez przepławek lub ze źle działającymi, co odcina od tarlisk ryby wędrowne, dwuśrodowiskowe.

Mamy nadzieję, że Minister zwróci uwagę na ten palący problem i wędkarze nie zostaną osamotnieni w swych apelach, od których aż huczy w internecie i nie tylko. Oczekujemy pozytywnych przedsięwzięć mających na celu zmienić obecnie tragiczną sytuację.

Podpisali Członkowie
Lake Fishing Clubu:

1. Bolesław Michalski
2. Karol Mańkowski
3. Jacek Ziółkowski
4. Jarosław Augustyniak
5. Karol Pieńkowski


Kim jesteśmy? Jest to ważne pytanie, na które najlepszą odpowiedzią będzie nasza informacja klubowa napisana przez Bolesława Michalskiego znanego wśród braci wędkarskiej jako "Wędkoholik":

W 2004 roku wpadł mi do głowy pomysł utworzenia klubu związanego z wędkarstwem jeziorowym. Nie miałem na celu tworzenia grupy o ogólnopolskim zasięgu, ale zależało mi na stworzeniu małej grupy wspólnie wędkujących kolegów, których pasją są jeziora. Zaproponowałem ten pomysł Karolowi, który uznał to za interesujące i w ten sposób powstał tandem, który przerodził się w małą kilkuosobową grupę wędkujących. Nasz klub przede wszystkim specjalizuje się w połowach karpi, ale gro czasu poświęcać będziemy innym rybom karpiowatym i drapieżnikom. I choć wprawdzie nie odżegnujemy się od połowów nad wodami płynącymi, to koncentracja naszych wypraw będzie nad jeziorami. Stąd też nazwaliśmy swój klub Lake Fishing Club. Nie jest to w żadnej mierze klub prowadzący działalność gospodarczą, a jedynie działający na koleżeńskich zasadach luźny związek niezależnych wędkarzy organizujący wspólne wyprawy i zasiadki nad wodą, wymieniający swoje doświadczenia i wiedzę, jak również wspomnienia z wypraw.

Klub po roku istnienia rozrósł się do kilku osobowej grupki moczykijów, działa, ma grupę sympatyków i to wszystko bez zbędnych prezesowskich stółków, a jedynymi wygodnymi fotelami są nasze wędkarskie siedziska. Bez struktur, marketingu, reklamy, ale za to z wielką pasją i radością wędkarskiego życia można naprawdę wspólnie przeżyć wiele ciekawych przygód i zdobyć kolejne doświadczenia nad wodą.

 

Prosimy o poparcie sprawy w komentarzach.